Portugalia



In State We Trust

simpson diabły częstochowa

simpson diabły częstochowa

simpson diabły częstochowa



Prokuratura i mural w Częstochowie

mural czestochowa kopernika simpson

Historia wszczęcia postępowania przez prokuraturę w Częstochowie.


Gdzieś i Nigdzie 3

gdzieś i nigdzie 03


Jak państwowy interwencjonizm sprzyja zmianom klimatycznym?

    Poniższa analiza przeznaczona jest dla zwolenników i przeciwników naukowej teorii o antropogenicznym pochodzeniu zmian klimatycznych. Jej celem jest przedstawienie negatywnych skutków państwowej ingerencji oraz monopolu na rynku energii, a co spowalnia proces wdrażania najefektywniejszych technologii.

Państwowe „wsparcie” finansowe jest szkodliwe

    Jako, że problematyka zmian klimatycznych wywołuje emocje, na początku najlepiej posłużyć się przykładem z innej dziedziny, żeby wyjaśnić powyższe stanowisko.

globalne ocieplenie oglupienie

    Chyba każdy jest świadom istnienia państwowych dotacji np. do produkcji cukru w USA[1][2][3]. Politycy utrzymują, że w ten sposób pomagają rolnikom, a w konsekwencji – gospodarce. Jak przekonują, brak państwowej ingerencji doprowadziłby do katastrofy w sektorze rolniczym.
    Tymczasem dotowany cukier pojawia się w słodzonych, przez to tańszych, produktach. Z efektami tej sytuacji państwo następnie walczy… wprowadzając podatki na słodzone produkty[4], regulacje wielkości słodkich napojów[5], zakazu dolewek w restauracjach[6] albo wprowadzając rządowe programy walki z otyłością, itd. Lewiatan sam generuje problemy i na ich podstawie realizuje kolejne interwencje – przedstawiając negatywne skutki, jako konsekwencje „wolnego rynku”.

    Także kryzys wzrostu cen żywności z 2008 r. był efektem dopłat UE i USA do „bio paliwa”. Państwowy interwencjonizm zaburzył rynek, mobilizując rolników do inwestowania w dotowany rzepak – przeznaczony do mieszania z paliwem. W konsekwencji zmniejszył się areał upraw roślin przeznaczonych do spożycia, a rynek zareagował wzrostem cen żywności na całym świecie[7][8].

    Absurdalne? To tylko mały opis wielkiej skali zaburzania rynku przez rządowe interwencje, dlatego właśnie warto przyjrzeć się jak wygląda to w subsydiowanym i kontrolowanym przez państwo sektorze energetycznym.

Lobby atomowe, węglowe, zielone

    Dla osoby świadomie analizującej politykę nie będzie żadnym odkryciem, że Bruksela, zaraz po Waszyngtonie, jest największym skupiskiem lobbystów na świecie (wg obliczeń 75% dyrektyw może być skażona efektem ich działalności)[9]. A na przykładzie protokołu z Kioto, czy szczytów klimatycznych, widoczny jest podział na kilka ośrodków, w których dominuje różna narracja polityczna dotycząca klimatu (widać, że inaczej do problemu podchodzą USA, inaczej UE, a jeszcze inaczej Chiny, czy Australia[10]). Udział państwa, zwłaszcza w sektorze energetycznym, jest ogromny, a na takiej sytuacji korzystają firmy, które poprzez lobbystów wpływają na polityków decydujących na co, i jak, przeznaczane są pieniądze obywateli.

    Jest to również problem konsensusów naukowych (taki jest np. w kwestii zmian klimatycznych[11]), które często używane są jako argument, aby uruchomić państwowe projekty, na czym zyskują pewne grupy interesów – podpinające się pod nową narrację. Podobnie można zyskiwać na braku konsensusu naukowego, ponieważ wiąże się to z brakiem jakichkolwiek działań, więc branża pozostaje dotowana na starych zasadach.

    Niestety, w jednym i drugim przypadku, bardzo często to naukowcy domagają się państwowego interwencjonizmu, a przez co sami przyczyniają się do utrudniania wprowadzania zmian, których tak bardzo oczekują.

    Gdzie jest błąd w takim podejściu? Skoro politykom pozwala się monopolizować jakąś część rynku, to siłą rzeczy będzie decydować tu interes polityczny, a nie argumenty naukowe. W takich warunkach pojawiają się lobbyści, którzy będą walczyć o to, żeby politycy utrzymywali odpowiednią narrację, a gigantyczne pieniądze z podatków trafiały w „odpowiednie” ręce. To samo dotyczy regulacji rynkowych. I właśnie taką sytuację mamy w przypadku walki na rynku energetycznym lobby zielonego, węglowego i atomowego. W końcu to państwo ma tu najwięcej do powiedzenia, jako że chodzi o „strategiczny sektor gospodarki” (w gospodarce PRL za strategiczną uważano np. produkcję papieru toaletowego, dlatego mogło tym zajmować się tylko państwo – jak widać to, czy coś jest „strategiczne” jest kwestią dogmatów odwołujących się do strachu i myślenia opartego na tzw. ekonomii ludowej).

Zielone jak dolar

    Są kraje, które zarabiają na eksporcie paliw kopalnych i są kraje, które takich złóż nie posiadają. Ale starają się wypromować swoje rozwiązania i technologie. I nie byłoby w tym problemu, gdyby wszystko opierało się na dobrowolności, gdzie odbiorca jakiegoś rozwiązania na rynku decyduje, czy faktycznie ma ono sens. Niestety tak nie jest. Wszystko opiera się na dotacjach albo regulacjach. Dlatego doszło nawet do tego, że Niemcy, pod wpływem nacisków „zielonego lobby”, odchodzą od energii pozyskiwanej z atomu[12], co dzieli środowisko zwolenników walki ze zmianami klimatu.

    Wynika to z faktu, że problem upolitycznienia dotyczy m.in. energetyki jądrowej[13], która obrosła wieloma mitami opartymi na strachu[14], co bez skrupułów wykorzystują przeciwnicy, żeby regulacjami blokować konkurencję.

    Tak samo na terenie UE jest gigantyczny system dotacji dla „zielonych technologii”[15], na czym zarabiają producenci paneli słonecznych, wiatraków, właściciele patentów, itd. Według szacunków w 2019 roku rynek zielonej energii ma być wart 777 mld dolarów[16]. Znaczna część będzie pochodzić z podatków – dzięki temu producenci zielonej energii mogą kupować panele słoneczne „taniej”. Jednak wprowadzono także specjalne taryfy sprzedaży wyprodukowanej przez nich energii, które obciążają ostatecznie odbiorców energii elektrycznej.

    W ramach priorytetowej polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej, przeforsowano ustawę o OZE, w myśl której klienci elektrowni konwencjonalnych muszą płacić wyższe rachunki. Żeby dopłacać do produkcji zielonej energii (co dziesiąte euro w rachunku za prąd idzie na OZE[17]).
    Jak za starych „dobrych” czasów państwo narzuciło ustawą na rynku, że dostawcy energii muszą skupować energię od „zielonych producentów” po wyższej cenie gwarantowanej[18][19][20]. A nie na zasadach wolnorynkowych.
    W konsekwencji koszt przymusu skupu tej zielonej energii dostawcy musieli zawrzeć w końcowej cenie energii elektrycznej, co oznacza wzrost cen dla konsumentów[21]. Czyli koszt został przerzucony na odbiorców energii – klientów, którzy w cenie płacą jeszcze podatki idące m.in. na kolejne dotacje, ale i na utrzymanie nierentownych państwowych kopalń[22] oraz elektrowni konwencjonalnych[23] (co samo w sobie jest tematem na kolejną rozbudowaną analizę[24]).

    A jak to wygląda na terenie USA? Trzeba wspomnieć o przykładzie, jaki daje Al Gore, który na zielonej energii dorobił się wielkich pieniędzy (35 milionów dolarów, to udział, jaki w 2013 r. miał w Capricorn Investment Group, firmie zajmującej się m.in. zielonymi technologiami[25], a podobnych firm, w które zainwestował jest więcej[26][27]). I nie byłoby w tym niczego nagannego, gdyby nie fakt, że rynek zielonej energii jest utrzymywany (pośrednio i bezpośrednio) przez podatnika i państwowe regulacje (co dotyczy także przemysłu węglowego), a za czym lobbuje były wiceprezydent.

    Ostatnim głośnym przykładem skandalicznej rządowej „zielonej inwestycji” o wysokości ponad 500 mln dolarów jest historia firmy Solyndra, za którą lobbował m.in. Barack Obama[28].

    To, że konsekwencją polityki opartej na interwencjonizmie są sprzyjające regulacje rynkowe oraz miliardy euro dla czyjegoś biznesu, wykazał w końcu Greenpeace[29].

Ile jest zielonego w zielonym?

    Jak niewłaściwe w wielu przypadkach jest nazywanie pewnej energii „zieloną” świadczą badania opublikowane m.in. w magazynie Nature. Wyprodukowanie paneli oznacza zwiększenie emisji CO2[30]. Dodatkowo, ilość energii, jaką panele dostarczają jest niska (chociaż to się zmienia[31]), a ich wydajność jest zupełnie inna w Polsce i np. w Portugalii[32], czy Kalifornii[33]. Ta prawidłowość wynika z przyczyn naturalnych, czego politycy w swoich projektach opartych na centralnym sterowaniu nie chcą dostrzegać[34].

    To samo dotyczy elektrowni wiatrowych, których produkcja wiąże się z generowaniem toksycznych i radioaktywnych odpadów, a wybudowanie turbiny wiatrowej ważącej 250 ton wymaga zużycia 150 ton węgla[35][36]. I niestety wpływ tych rozwiązań (elektrowni wiatrowych i słonecznych) na otaczającą przyrodę nierzadko ma negatywne skutki na otoczenie[37].

    Niestety wątpliwości dotyczą także samochodów elektrycznych. Szwedzki Instytut Środowiska oznajmił, że sama produkcja elektrycznego pojazdu może być bardziej szkodliwa dla atmosfery, niż jazda samochodami spalinowymi[38], co potwierdziła analiza opracowana w Instytucie Badawczym Energii i Środowiska (IFEU) w Heidelbergu, w której stwierdzono, że tzw. ślad węglowy samochodów o napędzie elektrycznym „jest podobny do tego, który zostawia samochód z silnikiem spalinowym i to niezależnie od jego wielkości”.
    Również Instytut ds. Mobilności, Logistyki i Techniki Samochodowej działający przy Wolnym Uniwersytecie w Brukseli ustalił, że samochód elektryczny zasilany prądem pochodzącym z elektrowni opalanych węglem, ropą lub gazem, podczas użytkowania wydala pośrednio do atmosfery trochę więcej szkodliwych gazów niż samochód z silnikiem Diesla[39].
    Problem podsumowali Naukowcy z Instytutu Fraunhofera Fizyki Budowli, stwierdzając, że do wyprodukowania samochodu elektrycznego zużywa się dwa razy więcej energii, niż do samochodu konwencjonalnego. Warto podkreślić, że analiza Szwedzkiego Instytutu Środowiska miała zasygnalizować, że potrzebne jest usprawnianie tej technologii, a nie jej atakowanie[40].

    Dlaczego więc branża samochodów elektrycznych jest wspierana finansowo przez państwa, które stawiają na promocję „zielonej energii”? Póki co skutkuje to tym, że kierowcy przesiadają się do samochodów elektrycznych, a nie do komunikacji miejskiej – w warunkach, kiedy energia elektryczna ciągle pozyskiwana jest w większości z węgla.

Negatywne skutki państwowego monopolu i dotacji na rynku energii

    Niestety bez większych skutków można odwoływać się do analiz wyjaśniających, dlaczego centralne sterowanie na dłuższą metę nie ma racji bytu. A właśnie taką politykę prowadzą rządy za pomocą subwencji i regulacji na rynku energetycznym, co w swojej szkodliwości jest bez znaczenia, czy chodzi o zieloną, czy węglową energię.

    W Polsce, w związku z państwowym monopolem na rynku energii, koszt, jaki ponoszą gospodarstwa domowe na energię (po podliczeniu systemów „wsparcia” [np. OZE], podatków, opłat sieciowych, itd.), jest jednym z najwyższych w UE[41][42][43]. Jest to główny czynnik wpływający na wysoki poziom tzw. ubóstwa energetycznego w naszym kraju.

    A jaki jest efekt polityki prowadzonej w skali UE? Ceny za energię są w Unii dwukrotnie wyższe niż np. w USA[44][45], co w rezultacie oznacza ucieczkę biznesu poza wspólnotę[46], czyli niższą konkurencyjność[47][48]. Dlatego mówi się, że bogate państwa eksportują zanieczyszczenia CO2 do państw spoza UE, np. do Indii[49].
    Niestety ucieczki firm z unijnego rynku nie zrekompensuje zatrudnienie w sektorze „zielonej energii”, ponieważ ten opiera się głównie na państwowym wsparciu[50][51][52] oraz generuje wzrost kosztów życia i pracy, co przecież jest zabójcze dla gospodarki (np. wg danych z 2016 r. 70% farm wiatrowych w Polsce przynosiło straty[53], a będzie gorzej, ponieważ w 2018 r., na skutek ustawy antywiatrakowej, właściciele wiatraków stracą prawo do odsprzedaży energii po cenie regulowanej).

    Uprzedzając stwierdzenia, że w całej strategii nie chodzi o skutki finansowe, a samą walkę ze zmianami klimatu, czego koszt po prostu musimy ponosić: Najlepszym wyjaśnieniem, o co chodzi w krytyce eksperymentów finansowanych w ramach państwowego interwencjonizmu, jest przykład dotowania silników dieslowych przez UE, co miało swój początek w latach 90-tych. W celu walki z CO2. W konsekwencji pojawienie się tak dużej ilości samochodów z silnikiem diesla spowodowało znaczny wzrost zanieczyszczenia powietrza w miastach, czyli smogu[54].

    Jak widać, najbardziej znany przykład wylobbowania wycofania z rynku UE żarówek klasycznych, przy jednoczesnym zastępowaniu ich m.in. żarówkami „eko rtęciowymi” jest tylko małym procentem ogólnej skali zaburzania równowagi poprzez interwencje. Nikt nie jest w stanie zagwarantować ich skutków, a mimo wszystko zmusza się podatnika do finansowania eksperymentów – na żywym organizmie.

    Patologiczna sytuacja w UE dotyczy także limitów CO2, którymi można obracać na rynkach finansowych. Jednym z przykładów jest sytuacja, kiedy „na potęgę budowano tanie zakłady wykorzystujące [gaz] HFC-23, na przykład do produkcji mrożonek, tylko po to, żeby je zaraz zamknąć w zamian za uprawienia do emisji CO2, które można sprzedać. Zainwestowanie w fabrykę używającą gaz HFC-23 100 mln dolarów daje prawa do emisji CO2 warte dziś 6 mld dolarów”[55]. Dodatkowo Europol ujawnił, że tzw. karuzele CO2 wysysają z systemów podatkowych całej Unii ponad 5 mld euro rocznie[56].

    Innym przykładem są instytuty badawcze, które skupiają się na badaniu wpływu człowieka na zmiany klimatu. W UE i USA na ten cel przeznaczone są publiczne fundusze (np. program NASA „Earth Science” ma budżet w wysokości 1.9 mld dolarów[57]). Problem w tym, że taka sytuacja uzależnia naukowców od polityki. Kiedy wiatr wiał z odpowiedniej strony pojawiały się pomysły, aby blokować granty dla naukowców, którzy prezentują inne zdanie, niż uznane w ramach konsensusu[58]. Trzeba pamiętać, że takie manewry mogą zostać wykorzystane w drugą stronę jak tylko pojawi się władza forsująca odmienną politykę (i co zaczęło dziać się za administracji prezydenta Trumpa[59]).

Czy to musi tak wyglądać?

    Nie podważam badań dotyczących klimatu, ponieważ na tym się nie znam. Natomiast nie akceptuję sytuacji, w której jakakolwiek grupa stara się narzucić swoje rozwiązania, co w tym przypadku niewątpliwie ma miejsce (ze strony lobby węglowego i zielonego).
    Koncepcja zabierania z rynku wielkiej ilości pieniędzy podatników, aby finansować m.in. badania i rozwój technologii, kończy się tym, że to polityka decyduje na co, i jak, je przeznaczać. Czy faktycznie potrzebne jest pośrednictwo państwa, które z prywatnych rąk zabiera pieniądze, żeby finansować rozwój technologii (i czy jest przypadkiem, że politycy najwięcej środków przeznaczają na rozwój technologii wojskowej)?

    Trzeba pamiętać, że „w krajach rozwiniętych 60–80 proc. wydatków na badania i rozwój (B+R) to wydatki prywatnych firm”[60]. Dlatego patrząc jak wiele projektów i instytutów badawczych pozyskuje gigantyczne finansowanie dzięki prywatnym inwestycjom (także nastawionym na długi okres)[61][62], albo zbiórkom np. crowdfundingowym[63][64] można wnioskować, że gdyby nie było rządowego „wsparcia” (np. realizowanego z podatków), to prywatne inwestycje na rynku tę lukę by wypełniły.
    Tym bardziej w sektorach, które zdominowane są teraz przez państwo, a przez co wszystko sprowadza się to do walki o publiczne pieniądze[65] albo regulacje i rządowe przysługi – ograniczające konkurencję.

    Niestety efektem takiej polityki jest np. negatywny wizerunek zielonej energii oraz woda na młyn dla przeciwników przekonanych o światowym spisku naukowców.

Bloomberg Buffett vs Musk
Wojna między potentatami o rządowe wsparcie opisana przez Bloomberg

    Natomiast nowe technologie oraz rozwiązania dotyczące problemów zanieczyszczeń, plastiku, czy CO2, stają się coraz bardziej efektywne i innowacyjne, ale nie chodzi tu o promowane od lat przez UE wiatraki, czy panele słoneczne, a o rozwiązania oddolne, które z reguły nie są uwzględnione w systemie państwowego „wsparcia” w postaci dotacji albo sprzyjających regulacji prawnych[66][67][68][69][70][71][72].(itd.).

    Publiczne pieniądze pompowane są w technologie i pomysły, które nie zawsze są najlepsze, co pokazują liczne przykłady, a po prostu mają najlepszych lobbystów. W konsekwencji na tak zaburzonym rynku mamy do czynienia z hamowaniem inwestycji w rozwój innych rozwiązań i z ograniczaniem ich dostępności (ceny niedotowanych produktów są przez to wyższe i mniej konkurencyjne). Tym samym twórcza destrukcja, w zakresie nowych rozwiązań technologicznych dotyczących produkcji energii, jest ograniczona.

    Ograniczenia opisane wyżej charakteryzują europejski model rynku energii, który wymusza pierwszeństwo odbioru energii ze źródeł energii odnawialnej – i to w oparciu o dotowane technologie. W ten sposób rządowy interwencjonizm zaburza alokację kapitału na rynku (tak jak w przypadku rolnictwa). A jak informują eksperci, jak dr. hab. inż. Konrad Świrski z Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej: „energetyka nie może utrzymywać się z inwestycji państwowych”[73] i ciężko ocenić, jakie będzie za 10-15 lat zapotrzebowanie na energię, i na jaki rodzaj (scentralizowany o wysokiej mocy, czy zdecentralizowany – o niskiej).

    Problem zauważa m.in. Edward C. Prescott, laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii w 2004 roku, który jest zwolennikiem oddolnych działań, czyli rynkowych. Jak zauważa: „Tesla funkcjonuje tylko dzięki rządowym subsydiom. Jest nierentowna”. Oraz: „nie powinno się tworzyć żadnych bodźców – że np. jednych opodatkujemy bardziej, a drugich mniej, jednym damy ulgi, drugim domiary. To szkodliwe”. Jak wyjaśnia: „specyfika otoczenia regulacyjnego sprawia, że np. w Europie nie może funkcjonować wiele z amerykańskich innowacji w dziedzinie czystych technologii”[74].

    Inny naukowiec, prof. Bjørn Lomborg, duński ekonomista klimatolog, który co cztery lata organizuje Konsensus Kopenhaski, twierdzi: „prawda jest taka, że pozyskiwana z nich [paneli i wiatraków] energia jeszcze długo będzie miała marginalne znaczenie dla ogólnego bilansu energetycznego Ziemi. W 2040 r. jej udział w nim wyniesie maksymalnie 2,4 proc. Zamiast wkładać pieniądze w niewydajne panele i wiatraki, zainwestujmy w coś, co pozwoli obniżyć realną cenę zielonej energii poniżej paliw kopalnych (…)”[75].

    Także prof. Oliver Hart, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za rozwijanie teorii kontraktu, jest przeciwnikiem dokręcania regulacyjnej śruby i w kwestii walki ze zmianami klimatu i dbania o środowisko naturalne stawia na działania oddolne – za pomocą wpływania np. na „kulturę korporacyjną”[76].

    Dlatego największy problem w trosce o klimat stanowi fakt, że sektor energetyczny na świecie jest upaństwowiony, czyli zależny od woli politycznej, a nie oparty na wolnym rynku, na którym rozwiązania i technologie konkurują między sobą, a producenci reagując na oczekiwania rynku poszukują efektywnych rozwiązań – w czym pomagają im naukowcy.

Never Ending Story:

simpson gdańsk

simpson gdańsk



Free Market



CryptoAnarchy:

cryptoanarchy
Kryptoanarchia
Cryptoanarchy
100x140cm, akryl na płótnie.


Don’t Tread On Me:

dont tread on me
Don’t tread on me
100x140cm, akryl na płótnie, 2017r.


Escape Rooms – Pop Up Gallery:

john keynes

    Instalacja „Panic Room – Luzowanie ilościowe” zaprezentowana podczas wystawy Escape Rooms.

    Na zdjęciu portretowym znajduje się ekonomista John Keynes – twórca obowiązującej od ponad 50-ciu lat polityki gospodarczej państw.
Keynes uważał, że to popyt i konsumpcja zapewniają stały rozwój gospodarczy, a państwa powinny je napędzać poprzez interwencjonizm na rynku. Na przykład za pomocą podaży pieniądza, co ostatnio realizowały Banki Centralne w ramach tzw. „luzowania ilościowego„.

    Natomiast za szkodliwe dla gospodarki Keynes uważał gromadzenie oszczędności wśród obywateli. Żeby to utrudnić, i promować tym samym zaciąganie kredytów w celu bieżącej konsumpcji, państwa w swojej polityce monetarnej powinny manipulować wysokością stóp procentowych oraz utrzymywać na rynku inflację (realizowane jest to w ramach tzw. „bezpośredniego celu inflacyjnego”).

    Skutkiem tych rozwiązań jest m.in. rosnące zadłużenie i ciągły spadek siły nabywczej pieniędzy, co zaczęto nazywać „podatkiem inflacyjnym”, którym państwo obciąża nieświadomych tego obywateli (dosłownie oznacza to, że stopniowo są okradani z wartości gromadzonych oszczędności – z korzyścią dla rządu).

    John Keynes w 1944 r. wziął udział w konferencji w Bretton Woods będąc jednym z pomysłodawców Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego, a powstanie tych instytucji pozwoliło wprowadzić m.in. jego pomysły na poziom międzynarodowy.

    Polityka silnego interwencjonizmu państwowego w gospodarkę, czyli keynesizm, jest wiodącym nurtem makroekonomicznym na świecie.
Przeciwny pogląd na rolę państwa oraz oszczędności w gospodarce prezentują przedstawiciele i analizy Austriackiej Szkoły Ekonomii, widząc w interwencjonistycznych pomysłach Keynesa źródło poważnych kryzysów gospodarczych na świecie.

john keynes

Wystawa została zarejestrowana w postaci spaceru 3D:



Iran: murale, szyldy, reklamy, graffiti, mozaiki.

    Krótkie wyjaśnienie do poniższej dokumentacji. Większość murali i plakatów, funkcjonujących w przestrzeni publicznej w Iranie, jest realizowana na zamówienie władz. Dlatego to, co przedstawiają, nie odzwierciedla poglądów wszystkich Irańczyków. Dosyć szybko można przekonać się, że czym innym jest oficjalna polityka prowadzona przez rząd / państwo, a czym innym życie codzienne i kultura kraju, i że obraz Iranu i jego mieszkańców jest na zachodzie mocno zniekształcony.

    W samym tylko Teheranie skala i ilość zrealizowanych murali jest gigantyczna i nie do ogarnięcia w kilka dni. Oprócz politycznej propagandy wychwalającej przewodnictwo ajatollahów, częstym motywem pojawiającym się na muralach, jak i na licznych przydrożnych plakatach, jest tzw. Szahid, czyli męczennik, który poległ na wojnie z Irakiem w latach 80-tych oraz w obecnym konflikcie w Iraku i Syrii przeciwko salafickiemu Daesh. Pojawiają się także wątki związane z wojną państwa z narkotykami i poległymi w jej efekcie policjantami (zapewne chodzi o działania przeciwko przemytowi z Afganistanu).

    W przypadku obficie występujących reklam i graffiti, w postaci haseł wypisanych na ścianach (writing właściwie nie istnieje), osobie, która nie posługuje się językiem perskim (farsi), momentami dosyć ciężko ocenić, kiedy ma do czynienia z hasłem reklamowym, a kiedy np. z politycznym.

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura


Escape Rooms

simpson - cekas - monstfur tomasz górnicki - naver - fruit of the lump - wybuch wielki


Róg Obfitości:

Róg Obfitości
Róg Obfitości
Horn of plenty / Cornucopia
100x140cm, akryl na płótnie, 2017r.


Iron Oxide Euro Trip

Iron Oxide ruszyło w trasę Paryż – Haga – Berlin. Całą dokumentację można znaleźć tutaj, tutaj oraz tutaj.

simpson iron oxide paris

simpson iron oxide paris

simpson iron oxide berlin

simpson iron oxide berlin

simpson iron oxide berlin

Helldorado

simpson wystawa helldorado


„Helldorado”

Otwarcie 22.06 – godzina 19:00
Wystawa czynna do 30.06 – codziennie w godzinach 17-19.
Nowe Miejsce
Al. Jerozolimskie 51/2
Link do wydarzenia na FB