Jak państwowy interwencjonizm sprzyja zmianom klimatycznym?

    Poniższa analiza przeznaczona jest dla zwolenników i przeciwników naukowej teorii o antropogenicznym pochodzeniu zmian klimatycznych. Jej celem jest przedstawienie negatywnych skutków państwowej ingerencji oraz monopolu na rynku energii, a co spowalnia proces wdrażania najefektywniejszych technologii.

Państwowe „wsparcie” finansowe jest szkodliwe

    Jako, że problematyka zmian klimatycznych wywołuje emocje, na początku najlepiej posłużyć się przykładem z innej dziedziny, żeby wyjaśnić powyższe stanowisko.

globalne ocieplenie oglupienie

    Chyba każdy jest świadom istnienia państwowych dotacji dla producentów cukru (np. w USA[1][2][3]). Politycy utrzymują, że w ten sposób pomagają rolnikom, a w konsekwencji – gospodarce. Jak przekonują, brak państwowej ingerencji doprowadziłby do katastrofy w sektorze rolniczym.
    Tymczasem dotowany cukier pojawia się w słodzonych, przez to tańszych, produktach. Z efektami tej sytuacji państwo następnie walczy… wprowadzając podatki na słodzone produkty[4], regulacje wielkości słodkich napojów[5], zakazu dolewek w restauracjach[6] albo wprowadzając rządowe programy walki z otyłością, itd. Lewiatan sam generuje problemy i na ich podstawie realizuje kolejne interwencje – przedstawiając negatywne skutki, jako konsekwencje „wolnego rynku”.

    Także kryzys wzrostu cen żywności z 2008 r. był efektem dopłat UE i USA do „bio paliwa”. Państwowy interwencjonizm zaburzył rynek, mobilizując rolników do inwestowania w dotowany rzepak – przeznaczony do mieszania z paliwem. W konsekwencji zmniejszył się areał upraw roślin przeznaczonych do spożycia, a rynek zareagował wzrostem cen żywności na całym świecie[7][8].

    Absurdalne? To tylko mały opis wielkiej skali zaburzania rynku przez rządowe interwencje, dlatego właśnie warto przyjrzeć się jak wygląda to w subsydiowanym i kontrolowanym przez państwo sektorze energetycznym.

Lobby atomowe, węglowe, zielone

    Dla osoby świadomie analizującej politykę nie będzie żadnym odkryciem, że Bruksela, zaraz po Waszyngtonie, jest największym skupiskiem lobbystów na świecie (wg obliczeń 75% dyrektyw może być skażona efektem ich działalności)[9]. A na przykładzie protokołu z Kioto, czy szczytów klimatycznych, widoczny jest podział na kilka ośrodków, w których dominuje różna narracja polityczna dotycząca klimatu (widać, że inaczej do problemu podchodzą USA, inaczej UE, a jeszcze inaczej Chiny, czy Australia[10]). Udział państwa, zwłaszcza w sektorze energetycznym, jest ogromny, a na takiej sytuacji korzystają firmy, które poprzez lobbystów wpływają na polityków decydujących na co, i jak, przeznaczane są pieniądze obywateli.

    Jest to również problem dotyczący konsensusów naukowych (taki jest np. w kwestii zmian klimatycznych[11]), które często używane są jako argument, aby uruchomić państwowe projekty, na czym zyskują pewne grupy interesów – podpinające się pod nową narrację. Podobnie można zyskiwać na braku konsensusu naukowego, ponieważ wiąże się to z brakiem jakichkolwiek działań, więc branża pozostaje dotowana na starych zasadach.

    Niestety, w jednym i drugim przypadku, bardzo często to naukowcy domagają się państwowego interwencjonizmu, a przez co sami przyczyniają się do utrudniania wprowadzania zmian, których tak bardzo oczekują.
    Gdzie jest błąd w takim podejściu? Skoro politykom pozwala się monopolizować jakąś część rynku, to siłą rzeczy będzie decydować tu interes polityczny, a nie argumenty naukowe. W takich warunkach pojawiają się lobbyści, którzy będą walczyć o to, żeby politycy utrzymywali odpowiednią narrację, a gigantyczne pieniądze z podatków trafiały w „odpowiednie” ręce. To samo dotyczy regulacji rynkowych. I właśnie taką sytuację mamy w przypadku walki na rynku energetycznym lobby zielonego, węglowego i atomowego. W końcu to państwo ma tu najwięcej do powiedzenia, jako że chodzi o „strategiczny sektor gospodarki” (w gospodarce PRL za strategiczną uważano np. produkcję papieru toaletowego, dlatego mogło tym zajmować się tylko państwo – jak widać to, czy coś jest „strategiczne” jest kwestią dogmatów odwołujących się do strachu i myślenia opartego na tzw. ekonomii ludowej).

Negatywne skutki państwowego monopolu i dotacji na rynku energii

    Są kraje, które zarabiają na eksporcie paliw kopalnych i są kraje, które takich złóż nie posiadają. Ale starają się wypromować swoje rozwiązania i technologie. I nie byłoby w tym problemu, gdyby wszystko opierało się na dobrowolności, gdzie odbiorca jakiegoś rozwiązania na rynku decyduje, czy faktycznie ma ono sens. Niestety tak nie jest. Wszystko opiera się na dotacjach albo regulacjach. Dlatego doszło nawet do tego, że Niemcy, pod wpływem nacisków „zielonego lobby”, odchodzą od energii pozyskiwanej z atomu[12], co dzieli środowisko zwolenników walki ze zmianami klimatu.

    Tak samo na terenie UE mamy rozbudowane dotacje do „zielonych technologii”[13], na czym zarabiają producenci paneli słonecznych, wiatraków, właściciele patentów, itd. A wszystko finansuje podatnik.

    Tymczasem, jak niewłaściwe w wielu przypadkach jest nazywanie pewnej energii „zieloną” świadczą badania opublikowane m.in. w magazynie Nature. Wyprodukowanie paneli oznacza zwiększenie emisji CO2[14]. Dodatkowo, ilość energii, jaką panele dostarczają jest niska (chociaż to się zmienia[15]), a ich wydajność jest zupełnie inna w Polsce i np. w Portugalii[16], czy Kalifornii[17]. Dzieje się tak z naturalnych przyczyn, czego politycy w swoich projektach opartych na centralnym sterowaniu nie chcą dostrzegać[18].

    To samo dotyczy elektrowni wiatrowych, których produkcja wiąże się z generowaniem toksycznych i radioaktywnych odpadów, a wybudowanie turbiny wiatrowej ważącej 250 ton wymaga zużycia 150 ton węgla[19][20]. I niestety wpływ tych rozwiązań (elektrowni wiatrowych i słonecznych) na otaczającą przyrodę nierzadko ma bardzo negatywne skutki[21].

    I pomimo, że producenci zielonej energii wcześniej kupili panele słoneczne „taniej”, dzięki dotacjom, czyli finansowemu wsparciu podatników, to dodatkowo wprowadzono dla nich specjalne taryfy, które także są wynikiem regulacji obciążających ostatecznie odbiorców energii elektrycznej.

    W ramach priorytetowej polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej, przeforsowano ustawę o OZE, w myśl której klienci elektrowni konwencjonalnych muszą płacić wyższe rachunki. Żeby dopłacać do produkcji zielonej energii (co dziesiąte euro w rachunku za prąd idzie na OZE[22]).
    Jak za starych „dobrych” czasów państwo narzuciło ustawą na rynku, że dostawcy energii muszą skupować energię od „zielonych producentów” po wyższej cenie gwarantowanej[23][24][25]. A nie na zasadach wolnorynkowych.
    W konsekwencji koszt przymusu skupu tej zielonej energii dostawcy musieli zawrzeć w końcowej cenie energii elektrycznej, co oznacza wzrost cen dla konsumentów[26]. Czyli koszt został przerzucony na odbiorców energii – klientów, którzy w cenie płacą jeszcze podatki idące m.in. na kolejne dotacje (ale i na utrzymanie nierentownych państwowych kopalń[27] oraz elektrowni konwencjonalnych[28], co samo w sobie jest tematem na kolejną rozbudowaną analizę[30]).

    I niestety w Polsce, w związku z państwowym monopolem na rynku energii, koszt, jaki ponoszą gospodarstwa domowe na energię (po podliczeniu systemów „wsparcia” [np. OZE], podatków, opłat sieciowych, itd.), jest jednym z najwyższych w UE[29][31][32]. Jest to główny czynnik wpływający na wysoki poziom tzw. ubóstwa energetycznego w naszym kraju.

    A jaki jest efekt polityki prowadzonej przez UE? Ceny za energi są w Unii dwukrotnie wyższe niż np. w USA[33][34], co w rezultacie oznacza ucieczkę biznesu poza wspólnotę[35], czyli niższą konkurencyjność[36][37]. Natomiast ucieczki firm z unijnego rynku nie zrekompensuje zatrudnienie w sektorze „zielonej energii”, ponieważ ten opiera się głównie na państwowemu wsparciu[38][39][40] oraz generuje wzrost kosztów życia i pracy, co przecież jest zabójcze dla gospodarki (np. wg danych z 2016 r. 70% farm wiatrowych w Polsce przynosiło straty[41], a będzie gorzej, ponieważ w 2018 r., na skutek ustawy antywiatrakowej, właściciele wiatraków stracą prawo do odsprzedaży energii po cenie regulowanej).

    Jak widać, konsekwencją polityki opartej na interwencjonizmie są sprzyjające regulacje rynkowe oraz miliardy euro dotacji do czyjegoś biznesu, co wykazał np. Greenpeace[42]. Niestety bez większych skutków można odwoływać się do analiz wyjaśniających, dlaczego centralne sterowanie na dłuższą metę nie ma racji bytu. A właśnie taką politykę prowadzą rządy za pomocą subwencji i regulacji na rynku energetycznym, co jest bez znaczenia, czy chodzi o zieloną, czy węglową energię.

    Najlepszym dowodem, potwierdzonym na przestrzeni lat, na szkodliwości i nieprzewidywalności państwowego interwencjonizmu, jest pomysł dotowania silników dieslowych przez UE od lat 90-tych. W celu walki z CO2. W konsekwencji pojawienie się tak dużej ilości samochodów z silnikiem diesla spowodowało znaczny wzrost zanieczyszczenia powietrza, czyli smogu[43].

    Dzisiaj natomiast modne jest dotowanie samochodów elektrycznych. Tymczasem Szwedzki Instytut Środowiska oznajmił, że produkcja elektrycznego pojazdu może być bardziej szkodliwa dla atmosfery, niż jazda samochodami spalinowymi[44], co potwierdziła analiza opracowana w Instytucie Badawczym Energii i Środowiska (IFEU) w Heidelbergu w której stwierdzono, że tzw. ślad węglowy samochodów o napędzie elektrycznym „jest podobny do tego, który zostawia samochód z silnikiem spalinowym i to niezależnie od jego wielkości”. Także Instytut ds. Mobilności, Logistyki i Techniki Samochodowej działający przy Wolnym Uniwersytecie w Brukseli ustalił, że samochód elektryczny zasilany prądem pochodzącym z elektrowni opalanych węglem, ropą lub gazem, podczas użytkowania wydala pośrednio do atmosfery trochę więcej szkodliwych gazów niż samochód z silnikiem Diesla. Temat podsumowali Naukowcy z Instytutu Fraunhofera Fizyki Budowli, stwierdzając, że do wyprodukowania samochodu elektrycznego zużywa się dwa razy więcej energii, niż do samochodu konwencjonalnego[45].
    I warto podkreślić, że analiza Szwedzkiego Instytutu Środowiska została przedstawione po to, żeby zasygnalizować, że potrzebne jest usprawnianie tej technologii, a nie jej atakowanie[46].

    Dlaczego więc samochody elektryczne są dotowane przez państwa, które stawiają na promocję „zielonej energii”? Póki co skutkuje to tym, że w obecnych warunkach, kiedy energia ciągle pozyskiwana jest z węgla, kierowcy przesiadają się do samochodów elektrycznych, a nie do komunikacji miejskiej,

    A jak to wygląda na poziomie USA? Rozwiązania oparte o OZE również są realizowane w poszczególnych Stanach. Trzeba także wspomnieć o Alu Gorze, który na zielonej energii dorobił się wielkich pieniędzy (35 milionów dolarów, to udział, jaki Al Gore w 2013 r. miał tylko w Capricorn Investment Group, firmie zajmującej się m.in. zielonymi technologiami[47], a podobnych firm, w które zainwestował jest więcej[48][49]). I nie byłoby w tym niczego nagannego, gdyby nie fakt, że rynek zielonej energii jest utrzymywany (pośrednio i bezpośrednio) przez podatnika i państwowe regulacje (co dotyczy także przemysłu węglowego), a za czym lobbuje właśnie Al Gore.

    W USA ostatnim głośnym przykładem skandalicznej rządowej „zielonej inwestycji” o wysokości ponad 500 mln dolarów jest historia firmy Solyndra, za którą lobbował m.in. Barack Obama[50].

    Innym przykładem są instytuty badawcze, które skupiają się na udowadnianiu wpływu człowieka na zmiany klimatu. W UE i USA na ten cel przeznaczone są publiczne fundusze, co uzależnia naukowców od polityki. Kiedy wiatr wiał z odpowiedniej strony, zaczęły pojawiać się pomysły blokowania grantów dla naukowców, którzy prezentują inne zdanie[51]. Trzeba pamiętać, że takie manewry mogą zostać wykorzystane w drugą stronę jak tylko pojawi się władza forsująca odmienną politykę (i co właśnie zaczęło dziać się za administracji prezydenta Trumpa[52]).

    Dlatego warto przypomnieć, że koncepcja zabierania z rynku wielkiej ilości pieniędzy podatników, aby finansować m.in. badania i rozwój technologii, kończy się tym, że to polityka decyduje na co, i jak, je przeznaczać. Czy faktycznie potrzebne jest pośrednictwo państwa, które z prywatnych rąk zabiera pieniądze, żeby finansować rozwój technologii (i czy jest przypadkiem, że politycy najwięcej środków przeznaczają na rozwój technologii wojskowej)? Patrząc jak wiele projektów i instytutów badawczych pozyskuje gigantyczne finansowanie dzięki prywatnym inwestycjom[53][54], albo zbiórkom np. crowdfundingowym[55] można wnioskować, że gdyby odpływ pieniędzy na ten cel nie odbywał się w podatkach, to skala prywatnego wsparcia byłaby jeszcze większa.

Konkluzje

    Jak widać, najbardziej znany przykład wylobbowania wycofania z rynku UE żarówek klasycznych, przy jednoczesnym zastępowaniu ich m.in. żarówkami „eko rtęciowymi” jest tylko małym procentem ogólnej skali problemu. Nie podważam badań dotyczących klimatu, ponieważ na tym się nie znam. Natomiast nie akceptuję sytuacji, w której jakakolwiek grupa stara się narzucić swoje rozwiązania, co w tym przypadku niewątpliwie ma miejsce (ze strony lobby węglowego i zielonego).

    I niestety, to zawsze kończy się tak samo, czyli walką o wpływy i o publiczne pieniądze[56] albo o regulacje i rządowe przysługi – ograniczające konkurencję. Efektem takiej polityki jest np. negatywny wizerunek zielonej energii oraz woda na młyn dla przeciwników przekonanych o światowym spisku naukowców.

Bloomberg Buffett vs Musk
Wojna między potentatami o rządowe wsparcie opisana przez Bloomberg

    Natomiast nowe technologie w zakresie dostarczania energii stają się coraz bardziej efektywne i innowacyjne[57][58], ale nie chodzi tu o promowane od lat przez UE wiatraki, czy panele słoneczne, a o rozwiązania, które z reguły nie otrzymują państwowego „wsparcia”.
Problem dotyczy także upolitycznienia i finansowania przez państwo energetyki jądrowej[60], która obrosła wieloma mitami opartymi na strachu[61], co bez skrupułów wykorzystuje biznes oparty na energii odnawialnej.

    Publiczne pieniądze pompowane są w technologie, które nie zawsze są lepsze, co pokazują liczne przykłady, a po prostu mają lepszych lobbystów. W konsekwencji na tak zaburzonym rynku mamy do czynienia z hamowaniem inwestycji w rozwój innych rozwiązań i z ograniczaniem ich dostępności (ceny niedotowanych produktów są przez to wyższe i mniej konkurencyjne). Tym samym kreatywna destrukcja, w zakresie nowych rozwiązań technologicznych dotyczących produkcji energii, jest ograniczona.

    Na przykład europejski model rynku energii wymusza pierwszeństwo odbioru energii ze źródeł energii odnawialnej – i to w oparciu o dotowane technologie. Czyli jest to kolejny przykład na to, jak państwowy interwencjonizm zaburza alokację kapitału na rynku (tak jak w przypadku rolnictwa). Właśnie dlatego państwowy monopol oraz subsydia mają negatywny wpływ – ograniczają rozwój innych projektów i technologii, nieuwzględnionych przez system dotacji i sprzyjających regulacji[62][61][63][64]. A jak informują eksperci, „Energetyka nie może utrzymywać się z inwestycji państwowych” i ciężko ocenić, jakie będzie za 10-15 lat zapotrzebowanie na energię, i na jaki rodzaj (scentralizowany o wysokiej mocy, czy zdecentralizowany – o niskiej)[65].

    Dlatego największy problem w trosce o klimat stanowi fakt, że sektor energetyczny na świecie jest upaństwowiony, czyli zależny od woli politycznej, a nie oparty na wolnym rynku, na którym rozwiązania i technologie konkurują między sobą, a producenci reagując na oczekiwania rynku poszukują jak najbardziej efektywnych rozwiązań – w czym pomagają im naukowcy.

Never Ending Story:

simpson gdańsk
Never Ending Story


Gdzieś i Nigdzie

CryptoAnarchy:

cryptoanarchy
Kryptoanarchia
Cryptoanarchy
100x140cm, akryl na płótnie.


Don’t Tread On Me:

dont tread on me
Don’t tread on me
100x140cm, akryl na płótnie, 2017r.


Escape Rooms w pop up gallery:

john keynes

    Instalacja „Panic Room – Luzowanie ilościowe” zaprezentowana podczas wystawy Escape Rooms.

    Na zdjęciu portretowym znajduje się ekonomista John Keynes – twórca obowiązującej od ponad 50-ciu lat polityki gospodarczej państw.
Keynes uważał, że to popyt i konsumpcja zapewniają stały rozwój gospodarczy, a państwa powinny je napędzać poprzez interwencjonizm na rynku. Na przykład za pomocą podaży pieniądza, co ostatnio realizowały Banki Centralne w ramach tzw. „luzowania ilościowego„.

    Natomiast za szkodliwe dla gospodarki Keynes uważał gromadzenie oszczędności wśród obywateli. Żeby to utrudnić, i promować tym samym zaciąganie kredytów w celu bieżącej konsumpcji, państwa w swojej polityce monetarnej powinny manipulować wysokością stóp procentowych oraz utrzymywać na rynku inflację (realizowane jest to w ramach tzw. „bezpośredniego celu inflacyjnego”).

    Skutkiem tych rozwiązań jest m.in. rosnące zadłużenie i ciągły spadek siły nabywczej pieniędzy, co zaczęto nazywać „podatkiem inflacyjnym”, którym państwo obciąża nieświadomych tego obywateli (dosłownie oznacza to, że stopniowo są okradani z wartości gromadzonych oszczędności – z korzyścią dla rządu).

    John Keynes w 1944 r. wziął udział w konferencji w Bretton Woods będąc jednym z pomysłodawców Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego, a powstanie tych instytucji pozwoliło wprowadzić m.in. jego pomysły na poziom międzynarodowy.

    Polityka silnego interwencjonizmu państwowego w gospodarkę, czyli keynesizm, jest wiodącym nurtem makroekonomicznym na świecie.
Przeciwny pogląd na rolę państwa oraz oszczędności w gospodarce prezentują przedstawiciele i analizy Austriackiej Szkoły Ekonomii, widząc w interwencjonistycznych pomysłach Keynesa źródło poważnych kryzysów gospodarczych na świecie.

john keynes


Iran: murale, szyldy, reklamy, graffiti, mozaiki.

    Krótkie wyjaśnienie do poniższej dokumentacji. Większość murali i plakatów, funkcjonujących w przestrzeni publicznej w Iranie, jest realizowana na zamówienie władz. Dlatego to, co przedstawiają, nie odzwierciedla poglądów wszystkich Irańczyków. Dosyć szybko można przekonać się, że czym innym jest oficjalna polityka prowadzona przez rząd / państwo, a czym innym życie codzienne i kultura kraju, i że obraz Iranu i jego mieszkańców jest na zachodzie mocno zniekształcony.

    W samym tylko Teheranie skala i ilość zrealizowanych murali jest gigantyczna i nie do ogarnięcia w kilka dni. Oprócz politycznej propagandy wychwalającej przewodnictwo ajatollahów, częstym motywem pojawiającym się na muralach, jak i na licznych przydrożnych plakatach, jest tzw. Szahid, czyli męczennik, który poległ na wojnie z Irakiem w latach 80-tych oraz w obecnym konflikcie w Iraku i Syrii przeciwko salafickiemu Daesh. Pojawiają się także wątki związane z wojną państwa z narkotykami i poległymi w jej efekcie policjantami (zapewne chodzi o działania przeciwko przemytowi z Afganistanu).

    W przypadku obficie występujących reklam i graffiti, w postaci haseł wypisanych na ścianach (writing właściwie nie istnieje), osobie, która nie posługuje się językiem perskim (farsi), momentami dosyć ciężko ocenić, kiedy ma do czynienia z hasłem reklamowym, a kiedy np. z politycznym.

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura


Escape Rooms

simpson - cekas - monstfur tomasz górnicki - naver - fruit of the lump - wybuch wielki


Róg Obfitości:

Róg Obfitości
Róg Obfitości
Horn of plenty / Cornucopia
100x140cm, akryl na płótnie, 2017r.


Iron Oxide Euro Trip

Iron Oxide ruszyło w trasę Paryż – Haga – Berlin. Całą dokumentację można znaleźć tutaj, tutaj oraz tutaj.

simpson iron oxide paris

simpson iron oxide paris

simpson iron oxide berlin

simpson iron oxide berlin

simpson iron oxide berlin

Helldorado

simpson wystawa helldorado


„Helldorado”

Otwarcie 22.06 – godzina 19:00
Wystawa czynna do 30.06 – codziennie w godzinach 17-19.
Nowe Miejsce
Al. Jerozolimskie 51/2
Link do wydarzenia na FB



Kupa Śmiechu:

simpson

simpson

simpson



Inżynieria Społeczna:

Inżynieria Społeczna


Państwowa kultura i sztuka, czyli ciągle jak za PRLu

pochód 1 maja
Pochód z okazji 1 maja, Warszawa lata 40-te.

    Celem poniższej analizy nie jest deprecjacja funkcji czy znaczenia sztuki. Tak jak w przypadku tekstów Państwowa sztuka zaangażowana i Historia rozwoju sztuki…, jest to kolejny zbiór przykładów przedstawiających skalę uzależnienia kultury i sztuki od państwa i jego instytucji – mającego, tak jak kiedyś, monopol na jej finansowanie, a co zawsze kończy się upolitycznieniem działalności artystycznej.

    I z dużą dozą naiwności można liczyć na to, że w związku z działalnością rządów PiSu nawet najbardziej zagorzały zwolennik przymusowego finansowania m.in. kultury i sztuki z podatków zaczął dostrzegać mankamenty takiego rozwiązania. Bo jak wiadomo, na szczeblu ministerialnym doszło do wyraźnej zmiany. Pojawili się ludzie z „nową” wizją funkcji sztuki i państwowych instytucji kultury. Naturalnie, to samo dotyczy instytucji kultury zależnych od władz lokalnych, bo nie ma tu większej różnicy – mechanizm i konsekwencje jego działania są dokładnie takie same.

ms2 muzeum sztuki
Marek Włodarski (Henryk Streng) – Demonstracja Obrazów, olej na płótnie, 1933r.

    Dla zobrazowania skali problemu na poniższym obrazku zostały zaprezentowane muzea, galerie, instytucje, instytuty, ośrodki kultury, media, które są zależne od finansowania ze strony państwa, czyli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego albo władz lokalnych. Nie sposób było przedstawić wszystkie – na pewno zostały pominięte liczne miejskie Biura Wystaw Artystycznych (BWA) i Domy Kultury, jak również państwowe instytucje związane z teatrem, filmem i muzyką. Trzeba pamiętać, że wiele z nich zajmuje się przyznawaniem grantów czy stypendiów dla artystów. I warto dodać, że Akademie Sztuk Pięknych (oraz Szkoły Teatralne i Filmowe, Akademie Muzyczne) podlegają MKiDN, a nie Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego:

państwowe instytucje kultury

    Dotychczas w większości instytucji dominowały środowiska lewicowe, liberalne światopoglądowo, które siłą rzeczy prezentowały sztukę bliską takim poglądom, a po zmianach można spodziewać się promocji linii bardziej konserwatywnej, prawicowej. Jednak jest coś, co łączy jedną i drugą stronę. Wiara w paternalistyczną funkcję państwa oraz krytyka liberalizmu gospodarczego, wolności gospodarczej, „neoliberalizmu”, czy kapitalizmu jako takiego. Tutaj różnice między nimi oparte są tylko na stosowanej retoryce – uspołecznienie lub upaństwowienie wymienia się z unarodowieniem lub repolonizacją. Czyli w konsekwencji sprowadza się to do tego samego.
    A z perspektywy wolności jednostki i zawodu artysty brak specjalnych różnic w kwestiach gospodarczych między tymi opcjami ma bardzo istotne znacznie. Jednym i drugim chodzi o ograniczanie swobód, które zostają poddane przymusowi oraz kontroli władzy wszechogarniającego państwa.

    I poparcie dla takiej sytuacji odzwierciedlają prezentowane albo promowane przez państwowe instytucje wystawy, wykłady czy działania artystyczne. Poniżej kilka spośród wielu przykładów.

1

    Pierwszy z nich, to Muzeum Sztuki MS2 w Łodzi. Znajduje się na terenie Manufaktury – dużego komercyjnego kompleksu handlowego. Od 2014r. stała ekspozycja Muzeum nosi tytuł Atlas nowoczesności i prezentuje jego bardzo ciekawą i bogatą XX i XXI wieczną kolekcję. A celem pokazania kolekcji jest „badanie, reinterpretacja i aktualizowanie znaczeń znajdujących się w niej dzieł” poprzez skupienie się na „zjawiskach, które w powszechnym odczuciu wiążą się z tym, co nowoczesne, takich jak: emancypacja, autonomia, industrializacja, kapitał, urbanizacja, eksperyment, mechanizacja czy rewolucja”[1].

    W związku z tym, na samym początku wystawy widz trafia do strefy poświęconej zjawisku „Kapitału”. Z planszy o wysokości ok. 2 metrów można dowiedzieć się, że:

państwowe instytucje kultury

    Jak widać, jest to nachalna i jednostronna ocena kapitalizmu, co jest o tyle ciekawe, że inna część wystawy poświęcona została właśnie propagandzie. W końcu jakość analizy kapitalizmu Karola Marksa w kręgach naukowych od początku opublikowania była poddawana krytyce[2]. Niestety są i inne wątpliwości w pomyśle „zreinterpretowania na nowo” dzieł artystów przez pryzmat poglądów kuratorów.

    Na przykład prace Władysława Strzemińskiego, twórcy teorii unizmu w sztuce, zostały umieszczone w kontekście, z jakim artysta raczej sam by się nie zgodził. W związku z życiowymi doświadczeniami i pomimo lewicowych poglądów, które kształtowały się w realiach rosyjskiego zaboru, panowania bolszewików, a następnie w II RP – pod rządami sanacji i Józefa Piłsudskiego – członka i przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej.

    Około 1922r. Strzemiński wraz z żoną, rzeźbiarką Katarzyną Kobro, przeniósł się ze Smoleńska do Polski (sztuka awangardowa przestała być przez bolszewików akceptowana). W 1927r. wziął udział w międzynarodowej ekspozycji Machine Age[3], która odbyła się w Nowym Jorku, a w 1934 i 1939r. wykonał małe prace na tekturze pt. Bezrobotni i Robotnicy, które umieszczono we wspomnianej części poświęconej marksistowskiej krytyce kapitalizmu:

państwowe instytucje kultury

    Podsumowaniem kontrowersyjności takiego zabiegu jest dramatyczna historia Strzemińskiego po wojnie:

    „W tych ponurych czasach stalinizmu w Polsce nie było miejsca na indywidualizm artystyczny i awangardę (…).
    Strzemiński nie podporządkował się doktrynie Sokorskiego [Ministra Kultury] i zapłacił za to śmiercią artystyczną. W ramach odwetu nie tylko pozbawiono go pracy na uczelni [Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi], ale także zamalowano stworzoną przez niego w Muzeum Sztuki w Łodzi Salę Neoplastyczną, a dzieła niezgodne z duchem socrealizmu przeniesiono do magazynów (…).
    (…) aby przeżyć imał się różnych zajęć, w tym malowania plakatów i projektowania sklepowych dekoracji. Wielki artysta został sprowadzony do roli czeladnika. Nie mógł podjąć innej pracy, gdyż w trakcie I wojny światowej stracił rękę i nogę, był inwalidą (…)”[4].

    Władysław Strzemiński zmarł w nędzy 26 grudnia 1952r., zniszczony przez system w swoich założeniach skrajnie antykapitalistyczny.

    Tymczasem socjalizmu i jego krytycznej analizy próżno szukać wśród omówionych na wystawie zjawisk XX i XXI wieku. Tylko pod hasłem „rewolucja” pojawia się wzmianka o „radzieckim eksperymencie” przeprowadzonym w Polsce:

ms2 muzeum sztuki

    Takie przedstawienie problemu zapewne wynika z poglądu, że socjalizm, wdrażany za pomocą państwa, niejedną ma twarz, więc nie powinno się go o nic obwiniać. Koszmar „radzieckiego eksperymentu”, i nie tylko tego, był przykrym odchyleniem od normy, czyli efektem zdrady założeń Karola Marksa. Jednak według krytyków wprowadzanie na wielką skalę idei „sprawiedliwości społecznej”, opartej na kolektywizmie, zawsze będzie wiązać się z ograniczeniem i zdominowaniem jednostki, a ostatecznie z katastrofą społeczno – gospodarczą[5][6]).
    Mimo wszystko szkoda, że autorzy wystawy nie zastosowali podobnie „obiektywnego” i neutralnego podejścia w przypadku oceny kapitalizmu, który także ma swoje odcienie[7], ponieważ i na jego kształt ma wpływ chociażby panujący ustrój polityczny oraz skala ingerencji państwa w gospodarkę.

    Natomiast w kontekście tragicznej historii Strzemińskiego przypomina się sytuacja Zbigniewa Rybczyńskiego, którego film Kwadrad (1972r.) również znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi[8]. Artysta, laureat Oscara, w 2012r. wykrył i poinformował o nieprawidłowościach finansowych we wrocławskim Centrum Technologii Audiowizualnych, które jest nadzorowane przez MKiDN. W zamian został pomówiony przez ówczesnego ministra kultury, Bogdana Zdrojewskiego, co później udowodnił przed sądem. Po ogłoszeniu wyroku żona Rybczyńskiego wspomniała, jak państwowe dotacje na sztukę stają się narzędziem w rękach polityków, a przez co artyści boją się sprzeciwiać władzy[9]. Sam Rybczyński stwierdził, że chce zrezygnować z polskiego obywatelstwa w „formie protestu przeciwko państwu i machinie urzędniczej”[10].

2

    Innym przykładem jest wystawa Chleb i Róże. Artyści wobec podziałów klasowych zorganizowana w 2016r. przez państwowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Wystawa miała pokazać, „jak napięcie charakterystyczne dla obecnych konfliktów politycznych i społecznych w Polsce dotyka sedna świata sztuki i figury artysty. Jest to napięcie między elitami symbolicznymi i ekonomicznymi a osobami wykluczonymi z tak zwanego establishmentu; pomiędzy dostosowanymi do systemu kapitalistycznego i tymi, którzy czują się przezeń wykorzystani i poniżeni (…)”[11].

Muzeum Sztuki Współczesnej - Chleb i Róże

    Wystawa okazała się zwykłą manifestacją poglądów jej organizatorów, a nie obiektywną analizą uwikłania ludzi i sztuki w relacje ekonomiczne. O pluralizmie nie było mowy, a istotną inspiracją dla kuratorów był m.in. „Kapitał w XXI wieku” Piketty’ego[12] (inspiruje się nim także Jarosław Kaczyński[13]). Tymczasem sam Piketty zaczął wycofywać się z niektórych odważnych sformułowań zawartych w swojej książce[14].

    Warto przypomnieć, że taka wystawa została zorganizowana za publiczne pieniądze i w państwowym Muzeum, w kraju, w którym państwo ma zagwarantowany konstytucją monopol na finansowanie kultury i sztuki[15] (i nie tylko tu). Tak właśnie wygląda krytykowany przez wielu artystów „neoliberalny” kapitalizm w Polsce. Zobrazowaniem tego jest 45 miejsce Polski w rankingach wolności gospodarczej – daleko za Niemcami (26), Norwegią (25), Finlandią (24), Szwecją (19), Danią (18), Holandią (15), Wielką Brytanią (12), Irlandią (9), Szwajcarią (4), Nową Zelandią (3)…

    Jak widać jest to problem zupełnie nie badany przez zapraszanych artystów. I nie ma co się dziwić, ponieważ ich dobór odbywa się według odpowiedniego klucza, jakim są poglądy kuratorów, a czego podsumowaniem była okładka internetowego magazynu i plakat zaprezentowany podczas wystawy Chleb i Róże:

Muzeum Sztuki Współczesnej - Chleb i Róże
    Opis plakatu z FB MSN Warszawa: „Leszek Balcerowicz marzący o współczynniku Giniego równym zero (wskaźniku obrazującym nierówności dochodów) to jeden z czterech neoliberalnych ekonomistów zestawionych z utopijnymi hasłami gospodarczymi na plakatach zaprojektowanych przez Michaela Oswella z Janem Sową”[16].

    Powyższe zestawienie jest dosyć naciągane, ponieważ prof. Leszek Balcerowicz na pewno nie należy do fetyszystów współczynnika Giniego[17]. Jak widać po wystawie – apologeci współczynnika błędnie go interpretują, widząc w nim dowód na powiększającą się biedę na świecie, podczas gdy jest inaczej[18].

3

    Kolejny przykład, to sfinansowany z publicznych pieniędzy częstochowski Festiwal Art.eria, którego 6-ta edycja w 2016r. odbyła się pod hasłem Obszar wspólny, obszar miejski. Jak wyjaśniali organizatorzy: „Amerykański filozof Michael Hardt i włoski myśliciel Antonio Negri w swojej książce Imperium postanowili poddać intensywnemu badaniu ponowoczesny kapitalizm, trafnie zauważając, że współczesna rzeczywistość pogrążona jest w kryzysie prawa wartości (…). Jak twierdzą autorzy Imperium, „jest to praca, której wytworami są afekty, relacje społeczne, wiedza, obrazy, informacja, kody, formy życia i podmiotowości, która jest w coraz większym stopniu autonomiczna wobec kapitalistycznej kontroli”[19].

    Dodatkowo podczas Art.erii odbył się panel dyskusyjny. A przed jego rozpoczęciem, w ramach „budowania platformy wzajemnej komunikacji, która będzie sprzyjać integracji, zaangażowanej rozmowie, jak i wymianie doświadczeń”, oblano różnymi produktami spożywczymi baner z napisem „kapitalizm”:

art.eria

4

    Na zakończenie trzeba przypomnieć projekt Po kapitalizmie. Od egoizmu do wspólnoty, który wystartował w krakowskim Bunkrze Sztuki w 2012r.[18]. W ciągu dwóch dni przeprowadzono liczne anty kapitalistyczne panele dyskusyjne, odczyty referatów, a jak na blogu poinformowali pomysłodawcy projektu dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego: „Jego celem jest refleksja nad możliwością stworzenia systemu gospodarczego alternatywnego względem obecnie istniejącego”[20]. Pytanie, czy dobrze go zdiagnozowali?

    Podobnych inicjatyw realizowanych z podatków jest bardzo dużo. Wielu artystów, a tym bardziej tych, którzy osadzili się wokół państwowych instytucji i dotacji, z niepokojem przyjmuje zmiany we władzy oraz świadomość o jej wpływie na ich życie. Trudno się nie dziwić, zwłaszcza znając historię Władysława Strzemińskiego. Tylko, czy i w tym przypadku winnym takiej sytuacji okrzyknięty zostanie „neoliberalizm” albo kapitalizm?