Meksyk i sztuka przetrwania, czyli czego artysta nie chce wiedzieć o ZUSie, podatkach i państwowym mecenasie:

Czego artysta nie chce wiedzieć o ZUSie, podatkach i państwowym mecenasie:

    W Meksyku artyści mogą rozliczać się z Urzędem Skarbowym oddając mu swoje prace. Na każde pięć sprzedanych dzieł przypada szóste, które twórca może przekazać skarbówce w ramach podatku dochodowego. Póki co akceptowane są: malarstwo, fotografia i rzeźba. Prace przyjęte przez specjalną komisję zyskują status „dziedzictwa kulturowego”. Oznacza to, że nie są na sprzedaż, ale mogą być wypożyczane na wystawy.

    Początki programu sięgają 1957r., kiedy za niezapłacenie podatku został skazany meksykański muralista Raúl Anguiano. Z pomocą przyszedł David Alfaro Siqueiros, współtwórca narodowego programu sztuki meksykańskiej. Zaproponował Ministerstwu Finansów rozwiązanie dopasowane do możliwości grupy zawodowej, jaką są artyści.

    Do programu przystąpił wcześniej skazany Raúl Anguiano. Z czasem jego prace warte były 100 tys. dolarów. Z możliwości skorzystał także Diego Rivera, którego dzieła wyceniane są dzisiaj na miliony dolarów. Od 1975r., czyli momentu wprowadzenia rozwiązania na stałe, państwo otrzymało ponad 4000 dzieł prezentowanych m.in. w Museo de la Secretaría de Hacienda.

    Krytyka projektu dotyczy głównie rządowej komisji, która prace artystów wycenia poniżej rynkowej/galeryjnej ceny (więcej w USA Today i NPR.org).

    Rozwiązanie przyjęte w Meksyku można zestawić z rzeczywistością gospodarczą Polski, kontynuując temat kultury. W końcu artyści to specyficzna grupa zawodowa, która sama dba o ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Problemy znane i nielubiane

    W branży wolnych strzelców często mówi się o mankamentach braku stałego zatrudnienia i o społecznym przekonaniu, że artysta może pracować za półdarmo czekając miesiącami na zapłatę. Z tego powodu zorganizowano protest „Dzień bez sztuki – Jestem artystą, co nie znaczy, że pracuję za darmo”.

    Rok później artyści, którym nie zapłacono za udział w wystawie „British British Polish Polish (…)” w państwowym CSW, podpisali się pod kolejnym listem w ramach Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej. Wystosowano też apel do Ministerstwa Kultury przeciw likwidowaniu wynagrodzeń artystów we wnioskach grantowych [1] <- wyświetli się więcej szczegółów.

    Również w ramach Strajku Generalnego poruszono problem NGOizacji sektora kultury [2].

    W końcu media zdominował pogląd, że środowisko artystyczne „jednogłośnie” domaga się objęcia twórców przymusem państwowego systemu ochrony socjalnej [3].

    W ten sposób wykreowano zaklęty krąg myślenia, że problemy generowane przez państwo można zlikwidować kolejnymi ustawami, a najlepiej przysysając się do państwowego cyca. Może w końcu trzeba spojrzeć na państwowe świadczenia i instytucje z innej strony?

Polski system gospodarczy vs rynek sztuki

    W związku z tym, że poziom wolności gospodarczej i opodatkowania wpływają na ceny produktów i usług, czyli na koszty życia w ogóle, na wstępie trzeba przypomnieć kilka istotnych danych dotyczących naszego kraju:
    Spośród państw UE Polska jest liderem w koszcie poboru podatków
[4], Polska znajduje się wśród krajów o najniższym poziomie stabilności podatkowej [5], pod względem przyjazności podatkowej Polska zajmuje 87 miejsce na 189 badanych [6], w rankingu skomplikowania przepisów prawnych dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej nasze państwo zajęło 75 miejsce na 81 badanych [7], w rankingu Wolności Gospodarczej Świata z 2013r. Polska spadła na 59 miejsce [8], a efektywna stopa opodatkowania jest nawet kilkukrotnie wyższa niż w innych krajach Unii Europejskiej [9].

zestawienie_podatkow
więcej interesujących szczegółów na stronie polskabieda.com

    Jak przekłada się to na rzeczywistość? W ramach podatków pośrednich i bezpośrednich państwo faktycznie zagarnia obywatelom ponad połowę ich comiesięcznej pensji
[10] [11]. M.in. dlatego znaczna część społeczeństwa skupia się na zaspokojeniu swoich podstawowych potrzeb [12], a do takich ciężko zaliczyć wytwory pracy artystycznej. Niestety fatalnie odbija się to na polskim rynku kultury i sztuki, wydrenowanym z prywatnych pieniędzy. W końcu to dobrze prosperująca klasa średnia inwestuje w pracę artystów [13] [14]. A nie państwowe instytucje i programy.

    Ograniczanie możliwości ekonomicznych polskiej klasy średniej negatywnie odbija się na rynku pracy w ogóle, co zawód wolnego strzelca odczuwa najbardziej [15][15b]. Dla przykładu: tzw. przemysł kreatywny generuje w Polsce 1% Produktu Krajowego Brutto, podczas gdy w Wielkiej Brytanii aż 9% PKB [16]. Efekt? W Polsce kultura i sztuka była najsłabiej opłacaną branżą 2013r. [17].

    Możliwe, że właśnie dlatego Emilian Kamiński stwierdził, że „Jeżeli chodzi o kulturę, tkwimy w pełnym socjalizmie” [18a], a Jan Englert, że w Polsce „nie mamy ka­pi­ta­lizmu”, ponieważ po 1989r. wprowadzono system oparty na „hasłach an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­nych” [18b]. Zdaje się to potwierdzać Konstytucja III RP, w której system gospodarczy został zdefiniowany jako Społeczna Gospodarka Rynkowa oznaczająca przyjęcie modelu gospodarki mieszanej, a nie np. wolnorynkowej.

    Konsekwencją tak zaplanowanego systemu jest scentralizowana i mocno rozbudowana redystrybucyjna funkcja państwa. Prowadzi to do nienormalnej sytuacji, w której nie tylko Organizacje Pozarządowe uzależnione są od rządowych grantów [19], ale też m.in. sztuka, na którą pieniądze znajdują się głównie w rękach instytucji publicznych. Dlatego artyści muszą bazować na miejskich lub państwowych stypendiach, grantach, dotacjach, instytucjach i projektach z nimi powiązanymi.

    Nie może więc dziwić, że sztuka w Polsce jest kojarzona z aktualnie prowadzoną polityką [20] [21]. Nie powinien też dziwić społeczny odbiór artysty, jako rzemieślnika mogącego tworzyć za półdarmo. Nie powinno być zaskoczeniem, że na polskim rynku sztuki współczesnej jest tak mała ilość prywatnych galerii mogących konkurować z tymi państwowymi [22].

    Tę sytuację podsumował w końcu Wojciech Fangor w swoim liście do artystów, ostrzegając przed dyktatem państwowego mecenatu [23].

    To podpowiedź dla tych, którzy z nostalgią patrzą na zachodnioeuropejski rynek sztuki wypełniony prywatnymi galeriami (Berlin – ponad 500 [24], region paryski – ok. 1150 [25]). Ale u siebie ciągle akceptują rozrost państwa i jego ingerencję w życie obywateli. Obwiniając za wszystko mityczny neoliberalizm, którego podstawą jest przecież państwo minimum, a nie maksimum [26].

Marcin Dylla – gitarzysta o wolnym rynku:

Sztuka przetrwania

    Od jakiegoś czasu społeczeństwo przekonywane jest do zlikwidowania umowy o dzieło, co zupełnie wpisuje się w rządową politykę fiskalnego dokręcania śruby [27]. Dla artystów i wolnych strzelców umowa ta stanowi legalną ucieczkę od wysokiego opodatkowania pracy [28], a do czego prawo powinna mieć też reszta zawodów. W konsekwencji, wraz ze wzrostem podatków i kosztów pracy [29], umowy o dzieło zaczęto nadużywać [30].

koszty pracy

    Natomiast artysta, któremu mimo wszystko zależy na państwowej ochronie socjalnej, może korzystać z oskładkowanej umowy zlecenie. Może samodzielnie opłacać świadczenia zdrowotne w NFZ [31] i w ministerialnym Zaopatrzeniu Emerytalnym Twórców [32]. Tylko mało który twórca wybiera takie warianty. Właśnie ze względu na wysokie koszty i obciążenia, czego doświadcza cały rynek pracy.

    A skoro media wykreowały takie zapotrzebowanie, ku zadowoleniu pewnych środowisk, rząd postanowił „coś zrobić” w tej sprawie. Zabrał się za projekt oskładkowania umów o dzieło, czyli zmuszenia artystów do odprowadzania na ZUS 20% od każdego zarobionego 1000zł [33].

    Dodatkowo na skutek zmian wprowadzonych w 2013r., twórcy w ramach 50% kosztów uzyskania przychodu mogą odliczyć już tylko 42764 zł rocznie (tylko, ponieważ wcześniej było to nielimitowane [34]).

    I żeby tego było mało, rząd po cichu uznał, że zyski z honorariów to odrębne źródło przychodów i artyści prowadzący działalność gospodarczą powinni odprowadzać nie 19%, a 32% stawkę PIT [35].

    Fiskalną listę obciążeń podatkowych zamyka 23% stawka VAT, którą objęto prywatne galerie i marszandów sprzedających i promujących prace artystów[36a]. W konsekwencji koszt podatku muszą ponieść zainteresowani sztuką klienci.

    Przypomnieć trzeba też nowelizację ustawy o VAT, która odbiera instytucjom kultury możliwość odzyskiwania pełnego VAT [36b]

    Jednak wisienką na torcie jest projekt powołania kolejnej państwowej instytucji utrzymywanej z kolejnych opłat/podatków narzuconych np. na wytwory kultury [37]. Jak wiadomo, spowoduje to wzrost cen. Ale w zamian następna instytucja, z nowymi państwowymi miejscami pracy, będzie pośredniczyć przy ubezpieczeniach społecznych i emerytalnych dla artystów. Wszystko na życzenie środowisk teoretycznie walczących o interes twórców, a tak naprawdę nieświadomie działających w interesie rządzących.

    W takiej sytuacji można już tylko zapytać: czy którykolwiek „niezależny” artysta, uzależniony od państwowych instytucji, naprawdę wierzy, że w przyszłości dostanie od ZUSu jakąkolwiek emeryturę [38]?

Publiczne pieniądze marnuje się łatwiej niż własne

podatek vat ustawa

    Podczas gdy nawet takie kraje jak Szwecja [39] [40] [41], Norwegia [42] [43] czy Chiny [44] [45] [46] obniżają podatki, rządy w Polsce dalej walczą z wygenerowanymi przez nie problemami. Solidarnie podnoszą i wcielają w życie nowe podatki lub opłaty, czy wprowadzają kolejne regulacje: [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55] [56] [57] [58] [59] [60]. Można też mnożyć przykłady marnowania przez państwo miliardów złotych [61] [62] [63] [64].

    Ostatecznie taki model państwa charakteryzują liczne wypaczenia. Czyli interwencjonizm państwowy oznaczający pisanie ustaw pod interes najsilniejszych, korupcję, tworzenie grup uprzywilejowanych, rosnący dług „publiczny”, bezrobocie czy inflację – spadek siły nabywczej pieniądza, co próbuje się ukryć centralnie ustalaną „płacą minimalną”:

ile_kupisz_za_srednia_pensje

    Jakie są efekty prowadzenia takiej polityki? 2,5mln Polaków na emigracji [65] i mimo to oficjalne bezrobocie na poziomie 10% [66]. Według danych GUSu, w 2013r. zatrudnionych na umowę o pracę było ok 8,5mln osób z czego 3mln w sektorze państwowym (w tym ponad 500tys. urzędników) [67].

    Odbieranie pieniędzy obywatelom w ramach „redystrybucyjnej funkcji państwa” w praktyce tylko pogłębia społeczne dysproporcje [68] (na pewno sytuacji nie poprawia podatek dochodowy, jako najbardziej nieefektywny podatek ze wszystkich możliwych [69]). W związku z tym większość społeczńestwa skazana jest na kredyty – spłacane z połowy pensji, jaka zostaje w portfelu [70].

    Natomiast pieniądze zabierane obywatelom idą na obsługę rosnącego zadłużenia [71] i na rozrastającą się biurokrację [72]. Pozostała część rozdzielona zostaje na liczne korupcjogenne zamówienia publiczne [73] [74]. Albo np. na „zaangażowane” projekty artystyczne, które antagonizują obywateli za ich własne pieniądze [75] [76]. Wszystko wykorzystywane do celów politycznych zgodnie z doktryną „dziel i rządź”.

    Opisany model państwa, mocno ingerującego w rynek, jest u nas testowany od bardzo dawna. I charakteryzuje go permanentny brak pieniędzy w budżecie. Zwłaszcza, że biurokratyczna machina nie przejmuje się kosztami, a za błędy polityczne czy urzędnicze i tak nikt nie jest rozliczany [77] [78] [79].

Sztuka kompromisu

    Jak widać w polskich warunkach hasło „mniej znaczy więcej” powinno dotyczyć także państwa. A jednak za każdym razem rządowe projekty „zmian” kończą się na jego powiększaniu.

    Dlatego warto zwrócić uwagę na działania rządu w Australii, który w jeden dzień uchylił 10tys. szkodliwych ustaw i regulacji [80]. Ciekawe rozwiązania przyjął Singapur, którego opieka zdrowotna uznawana jest teraz za jedną z najlepszych na świecie [81]. Warto też zwrócić uwagę na sprawnie działający kanadyjski system emerytalny, u nas proponowany w postaci „emerytury obywatelskiej” [82].

    Również wspomniany na początku meksykański model podatkowy, dotyczący artystów, wydaje się interesującym sposobem rozwiązywania problemów. Choćby w kontekście pozyskiwania zbiorów dla państwowego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie [83] (oczywiście nie obeszło się bez skandalu już na etapie konkursu na jego projekt [84]).
    Jednak żeby podobne rozwiązania weszły w życie potrzebne jest sensowne podejście rządu, co u nas wydaje się być niemożliwe. Skoro władze odmówiły przyjęcia kolekcji prac ś.p. Zdzisława Beksińskiego – nawet za darmo
[85].

———————————————————————————————————————

    Bonus dla wytrwałych: Donald Tusk w 1993r.: „Najłatwiej jest ściągać od ludzi podatki zamiast ograniczać wydatki państwa”. Od 25 lat główne partie polityczne i ich „odnogi” niczym nie różnią się w podejściu do spraw gospodarczych. Są żartem polskiej sceny politycznej. Natomiast podatnicy żartować nie mogą. Pod przymusem i widmem kary więzienia płacą podatki na kolejne ideologiczne eksperymenty przeprowadzane przez rozrastające się państwo.



2 Responses to “Meksyk i sztuka przetrwania, czyli czego artysta nie chce wiedzieć o ZUSie, podatkach i państwowym mecenasie:


Leave a Reply