Tag Archive for 'globalne ocieplenie'

Jak państwowy interwencjonizm sprzyja zmianom klimatycznym?

    Poniższa analiza przeznaczona jest dla zwolenników i przeciwników naukowej teorii o antropogenicznym pochodzeniu zmian klimatycznych. Jej celem jest przedstawienie negatywnych skutków państwowej ingerencji oraz monopolu na rynku energii, a co spowalnia proces wdrażania najefektywniejszych technologii.

Państwowe „wsparcie” finansowe jest szkodliwe

    Jako, że problematyka zmian klimatycznych wywołuje emocje, na początku najlepiej posłużyć się przykładem z innej dziedziny, żeby wyjaśnić powyższe stanowisko.

globalne ocieplenie oglupienie

    Chyba każdy jest świadom istnienia państwowych dotacji np. do produkcji cukru w USA[1][2][3]. Politycy utrzymują, że w ten sposób pomagają rolnikom, a w konsekwencji – gospodarce. Jak przekonują, brak państwowej ingerencji doprowadziłby do katastrofy w sektorze rolniczym.
    Tymczasem dotowany cukier pojawia się w słodzonych, przez to tańszych, produktach. Z efektami tej sytuacji państwo następnie walczy… wprowadzając podatki na słodzone produkty[4], regulacje wielkości słodkich napojów[5], zakazu dolewek w restauracjach[6] albo wprowadzając rządowe programy walki z otyłością, itd. Lewiatan sam generuje problemy i na ich podstawie realizuje kolejne interwencje – przedstawiając negatywne skutki, jako konsekwencje „wolnego rynku”.

    Także kryzys wzrostu cen żywności z 2008 r. był efektem dopłat UE i USA do „bio paliwa”. Państwowy interwencjonizm zaburzył rynek, mobilizując rolników do inwestowania w dotowany rzepak – przeznaczony do mieszania z paliwem. W konsekwencji zmniejszył się areał upraw roślin przeznaczonych do spożycia, a rynek zareagował wzrostem cen żywności na całym świecie[7][8].

    Absurdalne? To tylko mały opis wielkiej skali zaburzania rynku przez rządowe interwencje, dlatego właśnie warto przyjrzeć się jak wygląda to w subsydiowanym i kontrolowanym przez państwo sektorze energetycznym.

Lobby atomowe, węglowe, zielone

    Dla osoby świadomie analizującej politykę nie będzie żadnym odkryciem, że Bruksela, zaraz po Waszyngtonie, jest największym skupiskiem lobbystów na świecie (wg obliczeń 75% dyrektyw może być skażona efektem ich działalności)[9]. A na przykładzie protokołu z Kioto, czy szczytów klimatycznych, widoczny jest podział na kilka ośrodków, w których dominuje różna narracja polityczna dotycząca klimatu (widać, że inaczej do problemu podchodzą USA, inaczej UE, a jeszcze inaczej Chiny, czy Australia[10]). Udział państwa, zwłaszcza w sektorze energetycznym, jest ogromny, a na takiej sytuacji korzystają firmy, które poprzez lobbystów wpływają na polityków decydujących na co, i jak, przeznaczane są pieniądze obywateli.

    Jest to również problem konsensusów naukowych (taki jest np. w kwestii zmian klimatycznych[11]), które często używane są jako argument, aby uruchomić państwowe projekty, na czym zyskują pewne grupy interesów – podpinające się pod nową narrację. Podobnie można zyskiwać na braku konsensusu naukowego, ponieważ wiąże się to z brakiem jakichkolwiek działań, więc branża pozostaje dotowana na starych zasadach.

    Niestety, w jednym i drugim przypadku, bardzo często to naukowcy domagają się państwowego interwencjonizmu, a przez co sami przyczyniają się do utrudniania wprowadzania zmian, których tak bardzo oczekują.
    Gdzie jest błąd w takim podejściu? Skoro politykom pozwala się monopolizować jakąś część rynku, to siłą rzeczy będzie decydować tu interes polityczny, a nie argumenty naukowe. W takich warunkach pojawiają się lobbyści, którzy będą walczyć o to, żeby politycy utrzymywali odpowiednią narrację, a gigantyczne pieniądze z podatków trafiały w „odpowiednie” ręce. To samo dotyczy regulacji rynkowych. I właśnie taką sytuację mamy w przypadku walki na rynku energetycznym lobby zielonego, węglowego i atomowego. W końcu to państwo ma tu najwięcej do powiedzenia, jako że chodzi o „strategiczny sektor gospodarki” (w gospodarce PRL za strategiczną uważano np. produkcję papieru toaletowego, dlatego mogło tym zajmować się tylko państwo – jak widać to, czy coś jest „strategiczne” jest kwestią dogmatów odwołujących się do strachu i myślenia opartego na tzw. ekonomii ludowej).

Negatywne skutki państwowego monopolu i dotacji na rynku energii

    Są kraje, które zarabiają na eksporcie paliw kopalnych i są kraje, które takich złóż nie posiadają. Ale starają się wypromować swoje rozwiązania i technologie. I nie byłoby w tym problemu, gdyby wszystko opierało się na dobrowolności, gdzie odbiorca jakiegoś rozwiązania na rynku decyduje, czy faktycznie ma ono sens. Niestety tak nie jest. Wszystko opiera się na dotacjach albo regulacjach. Dlatego doszło nawet do tego, że Niemcy, pod wpływem nacisków „zielonego lobby”, odchodzą od energii pozyskiwanej z atomu[12], co dzieli środowisko zwolenników walki ze zmianami klimatu.

    Tak samo na terenie UE mamy rozbudowane dotacje do „zielonych technologii”[13], na czym zarabiają producenci paneli słonecznych, wiatraków, właściciele patentów, itd. A wszystko finansuje podatnik.

    Tymczasem, jak niewłaściwe w wielu przypadkach jest nazywanie pewnej energii „zieloną” świadczą badania opublikowane m.in. w magazynie Nature. Wyprodukowanie paneli oznacza zwiększenie emisji CO2[14]. Dodatkowo, ilość energii, jaką panele dostarczają jest niska (chociaż to się zmienia[15]), a ich wydajność jest zupełnie inna w Polsce i np. w Portugalii[16], czy Kalifornii[17]. Dzieje się tak z naturalnych przyczyn, czego politycy w swoich projektach opartych na centralnym sterowaniu nie chcą dostrzegać[18].

    To samo dotyczy elektrowni wiatrowych, których produkcja wiąże się z generowaniem toksycznych i radioaktywnych odpadów, a wybudowanie turbiny wiatrowej ważącej 250 ton wymaga zużycia 150 ton węgla[19][20]. I niestety wpływ tych rozwiązań (elektrowni wiatrowych i słonecznych) na otaczającą przyrodę nierzadko ma bardzo negatywne skutki[21].

    I pomimo, że producenci zielonej energii wcześniej kupili panele słoneczne „taniej”, dzięki dotacjom, czyli finansowemu wsparciu podatników, to dodatkowo wprowadzono dla nich specjalne taryfy, które także są wynikiem regulacji obciążających ostatecznie odbiorców energii elektrycznej.

    W ramach priorytetowej polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej, przeforsowano ustawę o OZE, w myśl której klienci elektrowni konwencjonalnych muszą płacić wyższe rachunki. Żeby dopłacać do produkcji zielonej energii (co dziesiąte euro w rachunku za prąd idzie na OZE[22]).
    Jak za starych „dobrych” czasów państwo narzuciło ustawą na rynku, że dostawcy energii muszą skupować energię od „zielonych producentów” po wyższej cenie gwarantowanej[23][24][25]. A nie na zasadach wolnorynkowych.
    W konsekwencji koszt przymusu skupu tej zielonej energii dostawcy musieli zawrzeć w końcowej cenie energii elektrycznej, co oznacza wzrost cen dla konsumentów[26]. Czyli koszt został przerzucony na odbiorców energii – klientów, którzy w cenie płacą jeszcze podatki idące m.in. na kolejne dotacje (ale i na utrzymanie nierentownych państwowych kopalń[27] oraz elektrowni konwencjonalnych[28], co samo w sobie jest tematem na kolejną rozbudowaną analizę[30]).

    I niestety w Polsce, w związku z państwowym monopolem na rynku energii, koszt, jaki ponoszą gospodarstwa domowe na energię (po podliczeniu systemów „wsparcia” [np. OZE], podatków, opłat sieciowych, itd.), jest jednym z najwyższych w UE[29][31][32]. Jest to główny czynnik wpływający na wysoki poziom tzw. ubóstwa energetycznego w naszym kraju.

    A jaki jest efekt polityki prowadzonej przez UE? Ceny za energi są w Unii dwukrotnie wyższe niż np. w USA[33][34], co w rezultacie oznacza ucieczkę biznesu poza wspólnotę[35], czyli niższą konkurencyjność[36][37]. Natomiast ucieczki firm z unijnego rynku nie zrekompensuje zatrudnienie w sektorze „zielonej energii”, ponieważ ten opiera się głównie na państwowemu wsparciu[38][39][40] oraz generuje wzrost kosztów życia i pracy, co przecież jest zabójcze dla gospodarki (np. wg danych z 2016 r. 70% farm wiatrowych w Polsce przynosiło straty[41], a będzie gorzej, ponieważ w 2018 r., na skutek ustawy antywiatrakowej, właściciele wiatraków stracą prawo do odsprzedaży energii po cenie regulowanej).

    Jak widać, konsekwencją polityki opartej na interwencjonizmie są sprzyjające regulacje rynkowe oraz miliardy euro dotacji do czyjegoś biznesu, co wykazał np. Greenpeace[42]. Niestety bez większych skutków można odwoływać się do analiz wyjaśniających, dlaczego centralne sterowanie na dłuższą metę nie ma racji bytu. A właśnie taką politykę prowadzą rządy za pomocą subwencji i regulacji na rynku energetycznym, co jest bez znaczenia, czy chodzi o zieloną, czy węglową energię.

    Najlepszym dowodem, potwierdzonym na przestrzeni lat, na szkodliwości i nieprzewidywalności państwowego interwencjonizmu, jest pomysł dotowania silników dieslowych przez UE od lat 90-tych. W celu walki z CO2. W konsekwencji pojawienie się tak dużej ilości samochodów z silnikiem diesla spowodowało znaczny wzrost zanieczyszczenia powietrza, czyli smogu[43].

    Dzisiaj natomiast modne jest dotowanie samochodów elektrycznych. Tymczasem Szwedzki Instytut Środowiska oznajmił, że produkcja elektrycznego pojazdu może być bardziej szkodliwa dla atmosfery, niż jazda samochodami spalinowymi[44], co potwierdziła analiza opracowana w Instytucie Badawczym Energii i Środowiska (IFEU) w Heidelbergu w której stwierdzono, że tzw. ślad węglowy samochodów o napędzie elektrycznym „jest podobny do tego, który zostawia samochód z silnikiem spalinowym i to niezależnie od jego wielkości”. Także Instytut ds. Mobilności, Logistyki i Techniki Samochodowej działający przy Wolnym Uniwersytecie w Brukseli ustalił, że samochód elektryczny zasilany prądem pochodzącym z elektrowni opalanych węglem, ropą lub gazem, podczas użytkowania wydala pośrednio do atmosfery trochę więcej szkodliwych gazów niż samochód z silnikiem Diesla. Temat podsumowali Naukowcy z Instytutu Fraunhofera Fizyki Budowli, stwierdzając, że do wyprodukowania samochodu elektrycznego zużywa się dwa razy więcej energii, niż do samochodu konwencjonalnego[45].
    I warto podkreślić, że analiza Szwedzkiego Instytutu Środowiska została przedstawione po to, żeby zasygnalizować, że potrzebne jest usprawnianie tej technologii, a nie jej atakowanie[46].

    Dlaczego więc samochody elektryczne są dotowane przez państwa, które stawiają na promocję „zielonej energii”? Póki co skutkuje to tym, że w obecnych warunkach, kiedy energia ciągle pozyskiwana jest z węgla, kierowcy przesiadają się do samochodów elektrycznych, a nie do komunikacji miejskiej,

    A jak to wygląda na poziomie USA? Rozwiązania oparte o OZE również są realizowane w poszczególnych Stanach. Trzeba także wspomnieć o Alu Gorze, który na zielonej energii dorobił się wielkich pieniędzy (35 milionów dolarów, to udział, jaki Al Gore w 2013 r. miał tylko w Capricorn Investment Group, firmie zajmującej się m.in. zielonymi technologiami[47], a podobnych firm, w które zainwestował jest więcej[48][49]). I nie byłoby w tym niczego nagannego, gdyby nie fakt, że rynek zielonej energii jest utrzymywany (pośrednio i bezpośrednio) przez podatnika i państwowe regulacje (co dotyczy także przemysłu węglowego), a za czym lobbuje właśnie Al Gore.

    W USA ostatnim głośnym przykładem skandalicznej rządowej „zielonej inwestycji” o wysokości ponad 500 mln dolarów jest historia firmy Solyndra, za którą lobbował m.in. Barack Obama[50].

    Innym przykładem są instytuty badawcze, które skupiają się na udowadnianiu wpływu człowieka na zmiany klimatu. W UE i USA na ten cel przeznaczone są publiczne fundusze, co uzależnia naukowców od polityki. Kiedy wiatr wiał z odpowiedniej strony, zaczęły pojawiać się pomysły blokowania grantów dla naukowców, którzy prezentują inne zdanie[51]. Trzeba pamiętać, że takie manewry mogą zostać wykorzystane w drugą stronę jak tylko pojawi się władza forsująca odmienną politykę (i co właśnie zaczęło dziać się za administracji prezydenta Trumpa[52]).

    Dlatego warto przypomnieć, że koncepcja zabierania z rynku wielkiej ilości pieniędzy podatników, aby finansować m.in. badania i rozwój technologii, kończy się tym, że to polityka decyduje na co, i jak, je przeznaczać. Czy faktycznie potrzebne jest pośrednictwo państwa, które z prywatnych rąk zabiera pieniądze, żeby finansować rozwój technologii (i czy jest przypadkiem, że politycy najwięcej środków przeznaczają na rozwój technologii wojskowej)? Patrząc jak wiele projektów i instytutów badawczych pozyskuje gigantyczne finansowanie dzięki prywatnym inwestycjom[53][54], albo zbiórkom np. crowdfundingowym[55][56] można wnioskować, że gdyby odpływ pieniędzy na ten cel nie odbywał się w podatkach, to skala prywatnego wsparcia byłaby jeszcze większa.

Konkluzje

    Jak widać, najbardziej znany przykład wylobbowania wycofania z rynku UE żarówek klasycznych, przy jednoczesnym zastępowaniu ich m.in. żarówkami „eko rtęciowymi” jest tylko małym procentem ogólnej skali problemu. Nie podważam badań dotyczących klimatu, ponieważ na tym się nie znam. Natomiast nie akceptuję sytuacji, w której jakakolwiek grupa stara się narzucić swoje rozwiązania, co w tym przypadku niewątpliwie ma miejsce (ze strony lobby węglowego i zielonego).

    I niestety, to zawsze kończy się tak samo, czyli walką o wpływy i o publiczne pieniądze[57] albo o regulacje i rządowe przysługi – ograniczające konkurencję. Efektem takiej polityki jest np. negatywny wizerunek zielonej energii oraz woda na młyn dla przeciwników przekonanych o światowym spisku naukowców.

Bloomberg Buffett vs Musk
Wojna między potentatami o rządowe wsparcie opisana przez Bloomberg

    Natomiast nowe technologie w zakresie dostarczania energii stają się coraz bardziej efektywne i innowacyjne[58][59], ale nie chodzi tu o promowane od lat przez UE wiatraki, czy panele słoneczne, a o rozwiązania, które z reguły nie otrzymują państwowego „wsparcia”.
Problem dotyczy także upolitycznienia i finansowania przez państwo energetyki jądrowej[60], która obrosła wieloma mitami opartymi na strachu[61], co bez skrupułów wykorzystuje biznes oparty na energii odnawialnej.

    Publiczne pieniądze pompowane są w technologie, które nie zawsze są lepsze, co pokazują liczne przykłady, a po prostu mają lepszych lobbystów. W konsekwencji na tak zaburzonym rynku mamy do czynienia z hamowaniem inwestycji w rozwój innych rozwiązań i z ograniczaniem ich dostępności (ceny niedotowanych produktów są przez to wyższe i mniej konkurencyjne). Tym samym twórcza destrukcja, w zakresie nowych rozwiązań technologicznych dotyczących produkcji energii, jest ograniczona.

    Na przykład europejski model rynku energii wymusza pierwszeństwo odbioru energii ze źródeł energii odnawialnej – i to w oparciu o dotowane technologie. Czyli jest to kolejny przykład na to, jak państwowy interwencjonizm zaburza alokację kapitału na rynku (tak jak w przypadku rolnictwa). Właśnie dlatego państwowy monopol oraz subsydia mają negatywny wpływ – ograniczają rozwój innych projektów i technologii, nieuwzględnionych przez system dotacji i sprzyjających regulacji[62][63][64][65]. A jak informują eksperci, „Energetyka nie może utrzymywać się z inwestycji państwowych”[66] i ciężko ocenić, jakie będzie za 10-15 lat zapotrzebowanie na energię, i na jaki rodzaj (scentralizowany o wysokiej mocy, czy zdecentralizowany – o niskiej).

    Dlatego największy problem w trosce o klimat stanowi fakt, że sektor energetyczny na świecie jest upaństwowiony, czyli zależny od woli politycznej, a nie oparty na wolnym rynku, na którym rozwiązania i technologie konkurują między sobą, a producenci reagując na oczekiwania rynku poszukują efektywnych rozwiązań – w czym pomagają im naukowcy.

Brud/i/Miasto11: Globalne Ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie

simpson00.com globalne ocieplenie
Global Warming Globalne Ocieplenie God Bless