Tag Archive for 'Graffiti'

Iran: murale, szyldy, reklamy, graffiti, mozaiki.

    Krótkie wyjaśnienie do poniższej dokumentacji. Większość murali i plakatów, funkcjonujących w przestrzeni publicznej w Iranie, jest realizowana na zamówienie władz. Dlatego to, co przedstawiają, nie odzwierciedla poglądów wszystkich Irańczyków. Dosyć szybko można przekonać się, że czym innym jest oficjalna polityka prowadzona przez rząd / państwo, a czym innym życie codzienne i kultura kraju, i że obraz Iranu i jego mieszkańców jest na zachodzie mocno zniekształcony.

    W samym tylko Teheranie skala i ilość zrealizowanych murali jest gigantyczna i nie do ogarnięcia w kilka dni. Oprócz politycznej propagandy wychwalającej przewodnictwo ajatollahów, częstym motywem pojawiającym się na muralach, jak i na licznych przydrożnych plakatach, jest tzw. Szahid, czyli męczennik, który poległ na wojnie z Irakiem w latach 80-tych oraz w obecnym konflikcie w Iraku i Syrii przeciwko salafickiemu Daesh. Pojawiają się także wątki związane z wojną państwa z narkotykami i poległymi w jej efekcie policjantami (zapewne chodzi o działania przeciwko przemytowi z Afganistanu).

    W przypadku obficie występujących reklam i graffiti, w postaci haseł wypisanych na ścianach (writing właściwie nie istnieje), osobie, która nie posługuje się językiem perskim (farsi), momentami dosyć ciężko ocenić, kiedy ma do czynienia z hasłem reklamowym, a kiedy np. z politycznym.

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura

Iran - murale, szyldy, reklamy, mozaiki, architektura


Wolny rynek w USA? Mit2:

część-1 [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej]


Interwencjonizm państwowy, który zawsze źle się kończy:


Graffiti i reklamy, a libertarianizm i wolny rynek:

    Libertarianizm jest wolnościową doktryną społeczno-polityczną opartą na własności prywatnej i założeniu, że większość (np. za pomocą aparatu państwa) nie może narzucić jednostce kolektywistycznych rozwiązań, które zmuszą ją do zrezygnowania ze swoich praw naturalnych i dóbr m.in. poprzez przymusowe podatki. Należy przez to rozumieć, że inicjowanie agresji albo grożenie jej zainicjowaniem (przymus) jest złe, niemoralne i niesprawiedliwe, i dlatego powinno być zakazane – wszystko inne powinno być dozwolone [1]<--podświetlą się szczegóły.
    Czyli dopóki ktoś nie wpływa na czyjąś wolność, ma pełne prawo do nieograniczonego decydowania o swoim życiu.

    Wobec tego, jak koncepcja libertarianizmu przekłada się na ocenę graffiti, street artu i reklam?

    Jak wiadomo, esencją graffiti i street artu zawsze będzie wkraczanie w czyjąś własność bez pozwolenia, co już powinno stanowić odpowiedź. Wandalizm czy dewastacja to najczęściej spotykane określenia na tego typu działalność, a osoba dopuszczająca się takiej czynności zawsze liczy się z możliwymi konsekwencjami. Jednak to właśnie z libertariańskiego punktu widzenia, domagającego się decentralizacji, ocena nie będzie taka oczywista.

    Np. w obecnych warunkach dysonans pojawia się, kiedy mowa jest o graffiti wykonanym na „własności państwowej”. Ta, dla libertarian, jest czymś niepożądanym i utrzymywanym z przymusowych składek – nazwanych podatkami. Dlatego w tym kontekście pomalowanie własności państwowej, wbrew obowiązującym przepisom prawa, może spotkać się z wyrazami poparcia i zostać potraktowane jako forma sprzeciwu.
    Podobne wątpliwości mogą wyniknąć w przypadku korporacji, banków, czy generalnie firm, które wspierają rozbudowany system państwowego interwencjonizmu. Ponieważ wiedzą, że dzięki temu od rządów otrzymują na rynku regulacyjną ochronę
[2], udział w zamówieniach publicznych czy subsydiach i dotacjach, które pochodzą od podatników [3] [4] [5]. Jak widać najczęściej za pomocą korupcji lub lobbyingu – i na tym opierają swoją działalność oraz dominującą pozycję, a nie na konkurencyjności opartej na wolnym rynku.

    A jak jest w przypadku własności prywatnej w ogóle? Obecne przepisy dają możliwość wystarczająco surowego potraktowania sprawcy i zahaczają wręcz o ograniczanie wolności słowa, ponieważ kodeks karny przewiduje dodatkowe kary za samą treść napisu [6]. Żeby tego było mało, powstają projekty ustaw dążące do karania właścicieli budynków, którzy nie usuną nielegalnie powstałego graffiti „o treściach faszystowskich, antysemickich lub szpecących przestrzeń miejską”. A przecież podlega to subiektywnej ocenie każdego odbiorcy, co wyraźnie udowodniła decyzja prokuratury z Białegostoku, która swastykę na ścianie uznała za symbol szczęścia [7].
    Możliwość interpretacji również dotyczy nielegalnego pomalowania budynku, co według obowiązujących przepisów samo w sobie nie musi być dewastacją, ponieważ nie zostaje uszkodzona substancja ściany
[8]. Czyli samo pomalowanie elewacji, na której już znajduje się warstwa farby, nie czyni jej niezdatną do użytku. Nie zmienia to faktu, że taka działalność dalej będzie odbierana jako forma agresji.
    Dodatkowo, w obecnych warunkach można wręcz odnieść wrażenie, że bardziej ceniona jest tzw. własność publiczna, jako taka, niż prywatna, co odzwierciedla się w mediach. Na przykład z jednej strony potępiano w nich ataki wymierzone w tęczę zrealizowaną z państwowych funduszy, a z drugiej podejmowano debatę w tonie wyrozumiałości, kiedy w ramach walki z „kapitalizmem” oblewane farbą były prywatne kamienice
[9].

    Dlatego w tym momencie warto postawić pytanie. Czy dla osób mających libertariańskie poglądy graffiti powinno być karane „z urzędu”, czy decyzję powinno pozostawić się ocenie właściciela? Warto to wyjaśnić.

    Z jednej strony dla właściciela budynku nielegalne graffiti może oznaczać koszty związane z jego usunięciem, co przywodzi na myśl metaforę wybitej szyby [10].
    Jednak z drugiej strony trzeba zauważyć, że na zachodzie nielegalnie wykonane prace zaczęły być wręcz pożądane wśród prywatnych właścicieli. Ponieważ podnosi to wartość rynkową np. budynku
[11] [12] [13] (w polskich warunkach kontenera [14] [15]) i można na tym zarobić. Na przykład wykuwając tego rodzaju sztukę razem ze ścianą [16] [17] [18] [19] [20]. Tak wycenił to w końcu sam rynek – sztuki współczesnej.
    Problemy zaczynają się w momencie, kiedy o dziele wykonanym nielegalnie na czyjejś własności chcą decydować… stowarzyszenia miejskie lub władze miasta – twierdząc, że jest to „dobro wspólne” albo publiczne.
    W obecnych warunkach dochodzi do jeszcze większej ilości absurdalnych sytuacji. M.in. paryskie służby miejskie podczas czyszczenia miasta muszą brać pod uwagę listę artystów, których prac nie powinny usuwać
[21]. Oznacza to, że w ramach tych samych przepisów prawa władze na nielegalną działalność pewnych osób przymykają oko, a innych ścigają.

banksy

    Kolejnym przykładem są dzielnice i ulice w różnych miastach, które w związku z powszechnym występowaniem graffiti i street artu stały się zwykłymi atrakcjami turystycznymi. Najbardziej znane to: Whitechapel w Londynie [22], Hosier Lane w Melbourne [23] czy w końcu berliński Kreuzberg, który swoim alternatywnym klimatem i popularnością przyciągnął uwagę deweloperów i inwestorów. Z czasem doprowadziło to do wzrostu cen i wpłynęło na warunki życia jego dotychczasowych mieszkańców. Dlatego nielegalnie powstałe murale BLU, które stały się wizytówką dzielnicy i miasta, zostały zamalowane w ramach protestu [24].

BLU

    Jak widać działalność, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu była głównie piętnowana, z czasem i w zależności od kontekstu, zaczęła być postrzegana inaczej. Niewątpliwie na zachodzie przyczyniła się do tego kultura masowa, wystawy organizowane przez muzea sztuki współczesnej [25] [26] [27], czy rankingi typu „100 najbardziej wpływowych artystów”, wśród których można znaleźć kilkunastu związanych ze sztuką ulicy [28].
    Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że taka sytuacja potwierdza analizy Austriackiej Szkoły Ekonomii o niepewności w zjawiskach gospodarczych.

    Dlatego w tym momencie warto zaznaczyć, że o ile osoby zainteresowane tematem przestrzeni miejskiej zgadzają się co do faktu, że obecnie trawią ją liczne problemy, to różnice pojawiają się w analizie przyczyn i sposobów ich rozwiązywania. W przypadku zwolenników państwa minimum głównym źródłem tych problemów jest państwowy interwencjonizm i jednakowe rozwiązania narzucane na skalę całego kraju.
    W związku z tym również dominacja koncernów, i ich reklam w miastach, nie jest winą „wolnego rynku”, którego jak wiadomo nigdzie nie ma, a właśnie porażką unitarnego państwa, które produkuje złej jakości przepisy i wyznacza zadania władzom lokalnym – zamiast pozwolić im kształtować swoją politykę i konkurować jakością prawa i podatków na poziomie np. województw
[29].

    A żeby zrozumieć problem rosnącej siły koncernów będącej wynikiem ingerencji państwa: np. rynek mediów jest dofinansowywany i koncesjonowany przez państwo (w przypadku Polski jest to wynik zapisów w Konstytucji). Czyli to, kto zostanie dopuszczony do rynku oraz dotacji dla mediów zależy od rządzącego „obozu władzy”, wybieranego co 4 lata. W takich warunkach państwo wpływa na to, co pojawia się w głównym obiegu informacji, ponieważ autocenzura w mediach staje się normą. I dzieje się tak, pomimo że rozwój technologii i internetu dawno wykazał zbędność państwowej kontroli rynku mediów. A tym bardziej w kwestii przyznawania częstotliwości, bo w końcu samo państwo wymusiło przejście na dający w tym przypadku nieograniczone możliwości cyfrowy odbiór telewizji.

simpson

    Czy w związku z tym państwo podejmuje kroki zmierzające do wycofania się z rynku mediów? Wręcz przeciwnie – widząc rosnący wpływ internetu rządy tylko starają się coraz bardziej regulować go na różne absurdalne sposoby
[30] [31].
    Dalszym etapem utrwalania zależności na styku media – rozbudowane państwa, jest wręczanie nagród artystom i dziennikarzom przez polityków
[32] [33] oraz wspomniane finansowanie wybranych mediów prywatnych z pieniędzy podatników, co odbywa się na wielką skalę [34]. Dodatkowo rząd pracuje nad przymusową opłatą audiowizualną, żeby wzmocnić powyższy proceder [35].

    Niestety takie podejście przekłada się na rozwiązania dotyczące przestrzeni miejskiej. Np. prezydencka ustawa o ochronie krajobrazu umożliwiła gminom wprowadzanie parapodatku od reklam znajdujących się na ich terenie [36]. Jasno pokazuje to intencje ustawodawcy, co prawdopodobnie skończy się tak, jak w przypadku fotoradarów stawianych przez zadłużone gminy [37] [38]. A jak może skończyć się wprowadzenie takiej opłaty, kiedy władza szuka pieniędzy, dobitnie pokazuje przykład z Włoch, gdzie opodatkowano nawet menu wystawiane przed restauracjami [39].
    Efekt jest taki, że następna regulacja, oparta na obciążeniach fiskalnych, ponownie uderzy głównie w małe i średnie przedsiębiorstwa (czyli ich klientów), a nie w największe firmy. Dla nich taka sytuacja jest tylko na rękę, bo po raz kolejny państwowa ustawa przyczyni się do wzmocnienia ich pozycji
[40].


Zdjęcie z albumu Polski Outdoor

    Oczywiście nie należy zapominać, że agresywna reklama w przestrzeni miejskiej może być dla mieszkańców bardzo uciążliwa. Tym bardziej, że o ile oglądanie reklam w mediach jest dobrowolne i opiera się na dwustronnej umowie, to na ulicy tego wyboru już nie ma. A wpływ reklamy zewnętrznej na człowieka nie jest przecież żadną tajemnicą, łącznie z angażowaniem zmysłów odbiorcy, co przy takiej ilości wpływa np. na ogólne zmęczenie [41] [42].

    W związku z tym można odnieść wrażenie, że korzyść z prezentowania komercyjnej propagandy jest tylko jednostronna. A jednak – jak pokazują dane z okresu 2011 – 2013r., dzięki reklamie zewnętrznej wyremontowano 36 kamienic na co przeznaczono 64 mln zł [43].
    Z drugiej strony oddolne i dobrowolne inicjatywy uporządkowania sposobu prezentacji reklam także udowadniają, że może być to korzystne dla każdej ze stron
[44]. Jest tak, ponieważ na ceny nieruchomości czy powodzenie w prowadzeniu działalności gospodarczej również ma wpływ wygląd budynków i estetyka otoczenia, co wraz z rozwojem gospodarczym przedsiębiorcy prędzej czy później sami dostrzegają. Chociażby na skutek presji klientów i konkurencji.



Re:design szyldów – więcej na stronie Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej

Łódź – Księga standardów ul. Piotrkowskiej.

    Są to kolejne przykłady uzmysławiające, że w konkurujących ze sobą i bezustannie zmieniających się miastach nie wszędzie sprawdzą się te same rozwiązania. Dlatego przejrzyste normy dotyczące m.in. prezentacji „wizualnego śmietnika” i graffiti powinny być ustalane i zaakceptowane z uwzględnieniem specyfiki miejsca – na poziomie lokalnych społeczności, osiedli czy dzielnic, a nie przez centralnego planistę [45] [46] [47].

Katsu i jego drony:

    Wykorzystanie drona do celów wybiegających poza obserwację i mordowanie ludzi było kwestią czasu. Tym razem Katsu małymi krokami zaczął wprowadzać w życie jedno ze swoich postanowień, jakim jest „otagowanie całego miasta bez ruszania się z łóżka” [1]:


    Jak na razie realizacja ma swoje słabe strony, ponieważ pozwala na kontrolę procesu malowania tylko w 50%. Dlatego projekt zostanie udostępniony w ramach licencji open source w celu jego udoskonalania przez innych.

    Wyścig zbrojeń rozpoczęły np. władze Nowego Jorku [2], oraz niemiecka kolej Deutsche Bahn, która pod pretekstem walki z graffiti zamierza korzystać z bezzałogowych samolotów z kamerami na podczerwień [3]. Jak widać uzbrojony w pieniądze i naukowców przeciwnik nie śpi.

Projekt Essam Attia: Essam Attia poster

    Oczywiście, żeby nie było zbyt kolorowo dla żadnej ze stron – już teraz w domowych warunkach powstają drony, które potrafią lokalizować inne bezzałogowe maszyny w celu przeprowadzenia ataku hakerskiego i przejęcia całkowitej kontroli nad ofiarą [4]. O tym jak może to działać przekonała się armia USA w Iraku, gdzie „wrogowie demokracji” przechwytywali obraz z wojskowych dronów dzięki rosyjskiemu programowi Skygrabber. Dostępnemu w internecie za jedyne 26$ [5].

    Czym to wszystko się skończy? Na to pytanie odpowiada „Człowiek Demolka”:)


Yes. Life will be hell.


Tymczasem w… sektorze państwowym:



Wolny Rynek w USA? Mit1:

[więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej]


Interwencjonizm państwowy, który zawsze źle się kończy:


Za pomalowanie Pendolino wandale wyznaczyli nagrodę 10 tys. zł.

    Z perspektywy praworządnego obywatela świat graffiti funkcjonuje niczym loże masońskie. To niezrozumiałe symbole, rytuały oraz nocna utajniona działalność, w której nie ma miejsca na żadne wewnętrzne konflikty. Nadrzędnym celem jest zbombienie całego świata, co lojalnie zostaje nagradzane wielkimi pieniędzmi. I właśnie funkcjonowanie w ukryciu i brak jakiejkolwiek literatury poświęconej fenomenowi graffiti powoduje, że powstają kolejne teorie spiskowe i nowe dowody na…

zeszmacenie sie zawodu dziennikarza i wiarygodnosci mediow
    Gazeta Wybiorcza Trójmiasto: Pseudo grafficiarze znów dali o sobie znać. W nocy zamalowali sprayami pociąg Pendolino, który przyjechał do Gdańska na targi Trako. Za pomalowanie Pendolino wyznaczona została nagroda 10 tys. zł. Kto miał ją przyznać? Nie wiadomo, prawdopodobnie ktoś ze środowiska wandali [Link].

    Jak widać jest to niezwykła historia z tajemniczym sponsorem terrorgraffiti w tle. Dotychczas straszono ludzi pseudokibolami albo pseudopatriotami. Teraz powiało grozą ze strony pseudografficiarzy. Czyli… grafficiarzy malujących poza legalnym muralowym obiegiem państwowej i komercyjnej propagandy?

    Warto przypomnieć. Niesamowita powieść fantasy na temat tajnego funduszu wandali już miała swoją premierę. W kontekście pociągu typu „Elf”. Wtedy, wg dziennikarza śledczego, za jego pomalowanie półświatek grafficiarzy miał wyznaczyć nagrodę w wysokości 10tys. EURO [Link].

    Kryzys najwyraźniej odcisnął swoje piętno. Dlatego tym razem nagroda za Pendolino została wyznaczona w eurosceptycznych złotówkach. Z niecierpliwością należy wyczekiwać straszenia kolejnymi historiami. Może o niesamowitych pseudodziennikarzach piszących teksty na zamówienie [Link]?

Najlepszy polski wandalizm 1989-2014r. i jego tajemniczy sponsorzy w dokumencie „Nocna Zmiana”:


Nice1: Zonk Vision productions

How To Do a Graffiti Masterpiece:

Pimp My Piece:


Lush z dystansem:

lush

lush

lush

lush

lush

lush

lush

lush

lush

lush

[LUSH]    


10tys. euro za pierwsze graffiti na pociągu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

homer simpson train bomber

    Głupota, czy zwykły wandalizm? Grafficiarzom nie wystarcza już bazgranie po murach i przystankach. Ich kolejnym celem stały się Elfy – najnowsze pociągi Kolei Śląskich (…). Tymczasem wśród kolejarzy aż huczy na temat zakładów, jakie robią między sobą grafficiarze (…). Każdy chce być tym pierwszym, który wymaluje Elfa. – Podobno stawka doszła już do 10 tysięcy euro – mówi jeden z pracowników Kolei Śląskich (…). Obawy są o tyle uzasadnione, że od kilku miesięcy w środowisku śląskich kolejarzy można usłyszeć legendy na temat zakładów grafficiarzy (…) [Link].

    No cóż… to wydało się! Dzięki niczym niepohamowanej fantazji autora tej informacji wyszło na jaw, że istnieje tajny fundusz (międzynarodowy?), z którego co roku grafficiarzowi szczęściarzowi zostaje wypłacona suma 10tys. Euro(!) za pomalowanie nowego pociągu. A co tam! W końcu teraz dziennikarstwo polega na powtarzaniu zasłyszanych opinii jak swoich, a nie na ich analizowaniu. W sam raz żeby „huczało” i trzymało z dala od tego, co jest istotne.

Nice1: Utah & Ether

Utah & Ether



Mały Sabotaż:

miasto34
   Za koncepcją i operacjami tzw. małego sabotażu stał autor książki „Kamienie na szaniec” Aleksander Kamiński. Będąc głównym komendantem Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” początkowo uczestniczył w akcjach wybijania witryn wystawowych należących do fotografów eksponujących zdjęcia umundurowanych Niemców. Do zadań małego sabotażu należały akcje megafonowe, malowanie na murach symboli Polski Walczącej, znaków „V” czy antyniemieckich haseł, a także kolportaż ulotek i zrywanie propagandowych plakatów w celu naklejania własnych. Dla wielu młodych ludzi udział w małym sabotażu był początkiem konspiracyjnej działalności.
    Przedstawione zdjęcia zrobione przez dr L. Zaturskiego na zlecenie Socjalistycznej Organizacji Bojowej (S.O.B.) zajmującej się dywersją/sabotażem dla KG AK w okresie okupacji pochodzą z książki „Satyra w konspiracji 1939-1944” autorstwa Grzegorza Załęskiego:

miasto27

miasto28

miasto29

miasto30

miasto31

miasto32

miasto33

Mały Sabotaż ’44. Lekko podrasowanymaly sabotaz graffiti


Crazy Guy vs Senseless Drawing Bot

  „Crazy Guy” po kilku latach nie jest już tak bardzo „so fresh I can’t take it” ale przypomniał się podczas oglądania „Senseless Drawing Bot”;)

Crazy Guy!:

Senseless Drawing Bot:

Crazy Guy c.d. [Link] [Link]

Kidult…

    …czyli killer w korpoburdelu. Krótka opowieść o nazistowskim wątku w historii marki Dior (04:25) oraz o sposobach reagowania za pomocą farby na wykorzystywanie języka graffiti przez największe koncerny:

Z tłumaczeniem na angielski [Link]

KIDULT x Visual Dictatorship

    Françoise Dior – bratanica Christiana Diora – wychwala Führera [Link] a następnie w 1963r. bierze ślub przy kopii „Mein Kampf”:

VERY NAZI WEDDING

    Korzystając z okazji można również przypomnieć nazistowską przeszłość niemieckiego domu mody Hugo Boss, który wykorzystywał przymusowych pracowników z Polski i Francji do szycia mundurów dla armii Hitlera w czasie II wojny światowej. Jak się okazuje, założyciel firmy – Hugo Ferdinand Boss był lojalnym nazistą, który wstąpił do partii nie tylko dlatego, że prowadziło to do kontraktów na produkcję mundurów, ale również dlatego, że był zwolennikiem narodowego socjalizmu [Link] [Link]. Mundury szyte dla SS i Wehrmachtu zaprezentowane na wojennym wybiegu wyglądały znakomicie o czym przekonał się prawie cały świat.

Hugo Boss Nazi Hitler
  Dzisiaj – 66 lat po wojnie firmy o takiej przeszłości nie narzekają na brak konsumentów gotowych u nich się ubierać. Wnioski mogą być dwa – albo ludzie mają krótką pamięć, albo nie lubią historii.


Saber rządzi na niebie:

saber akcja
    Przeciwko prawu, jakie obecnie obowiązuje w Los Angeles, a które dotyczy ograniczania wolności wypowiedzi artystycznej zaprotestował Saber. Zrealizował projekt ”I own the sky!”. Do tego celu wynajął 6 samolotów, które przez 45minut rozpylały na niebie imiona grafficiarzy, nazwy ich grup, oraz informacje dotyczące samej akcji: “Art is not a crime. End mural moratorium: twitter at end mural moratorium”. Pomysł został wsparty finansowo m.in. przez Sheparda Fairey’a i serwis Twitter [więcej: TU i TU].

    Otagowanie nieba miało miejsce nad ratuszem miejskim, który w 2007r. przeforsował przepis uniemożliwiający właścicielowi budynku/ściany zewnętrznej podjęcia autonomicznej decyzji o zrealizowaniu na niej muralu, jeżeli nie będzie miał na to zgody władz miasta. Wszystko pod groźbą kary pozbawienia wolności [Link].


    Sama idea posłużenia się samolotem w celach komercyjnych, aby stworzyć napisy na niebie nie jest niczym nowym, jednak w kontekście walki z cenzurą wykorzystanie tego narzędzia przez grafficiarza zyskało zupełnie inną jakość.