Tag Archive for 'liberalizm'

Historia rozwoju sztuki w duchu kapitalizmu:

   W książce „Etyka protestancka a duch kapitalizmu” socjolog Max Webber przedstawił jak XVI-wieczne przemiany religijne na zachodzie i północy Europy przyczyniły się do powstania nowych grup społecznych, które bogacąc się, stopniowo wywalczały dla siebie coraz więcej wolności społeczno – gospodarczej. Jednak rzadko zauważaną konsekwencją umożliwienia mieszczaństwu akumulacji kapitału, były zmiany, które dopiero wtedy mogły zajść w zawodzie artysty.

    Trzeba pamiętać, że jak długo jedynymi mecenasami sztuki byli królowie czy Kościół, tak długo zawód artysty był ograniczony i uznawany za pracę rzemieślnika. Sytuacja zaczęła ulegać zmianie, gdy coraz wyższą finansową pozycję, a z tym większą niezależność i wolność osobistą, zaczęło zyskiwać mieszczaństwo – klasa średnia. Tym samym na przełomie XV i XVI wieku pojawili się mecenasi, którzy dali artystom znacznie więcej swobody, niż Kościół i król z ich „propagandowymi” zleceniami.

    Z takiej sytuacji najszybciej mogli skorzystać twórcy z Niderlandów, uznanych przez Webbera za kolebkę kapitalizmu. Właśnie tam, na skutek religijnych i gospodarczych przemian, od XVI wieku artyści na dobre zaczęli eksperymentować z tematami swoich prac. Przełamany został oligopol tematów religijnych, historycznych i mitologicznych. Z czasem świeckie malarstwo rodzajowe, czyli przedstawienia z życia chłopa i mieszczanina, stało się domeną Holendrów (Peter Breugel, Vermeer van Delft).
    Na terenie Niderlandów w XVII w. doszło wręcz do społecznego fenomenu. Według wyliczeń historyków, rocznie powstawało tam ok. 70tys. obrazów, a kolekcjonerami byli nawet chłopi. Dlatego okres ten nazywany jest złotym wiekiem malarstwa holenderskiego, które miało wielki wpływ na dalszy rozwój tej dziedziny sztuki w Europie (więcej interesujących informacji przedstawiła dr. Bożena Fabiani w 15-minutowej audycji, dostępnej na stronie Polskiego Radia).
    Jak widać, wraz z bogaceniem się mieszczaństwa, również artyści zaczynali zyskiwać coraz większą niezależność, ponieważ przestawali być wyrobnikami zdanymi na zlecenia Kościoła lub rodziny królewskiej (państwa).

An Experiment on a Bird in the Air Pump, by Joseph Wright, 1768
Joseph Wright of Derby
„Eksperyment z pompką próżniową” 1768r.

Canvassing for Votes
William Hogarth
„Wybory: Agitacja wśród wyborców” 1754r.

    Konsekwencją zachodzących zmian na zachodzie była rewolucja przemysłowa, która przyczyniła się do likwidacji systemu feudalnego[1]. Sam „duch kapitalizmu”, pomimo ograniczeń (np. w postaci merkantylizmu), zaczął przybierać określoną formę w XVIII i XIX wieku, wraz z rozwojem koncepcji liberalizmu ekonomicznego oraz idei wolności jednostki od wpływów państwa.
    Dlatego to właśnie w tamtym czasie antyakademickie prądy artystyczne mogły zacząć negować monopol państwowych instytucji w sztuce, czego przykładem jest historia salonu odrzuconych[2] oraz salonu niezależnych. Dopiero w takiej atmosferze zaczęły formować się podstawy sztuki nowoczesnej (modernizmu) i na tym gruncie, z początkiem XX wieku, mogły powstać awangardowe ruchy artystyczne.

    Dodatkowo od XIX wieku prywatni mecenasi i kolekcjonerzy, kupujący prace artystów, na dobre zaczęli otwierać swoje zasoby dla publiczności (co zdarzało się i w XVII wieku[3]). I takie kolekcje zyskały miano najbardziej liczących się muzeów i galerii na świecie:
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku (MoMA)
   
(w 2015r. miliarder Kenneth Griffin przekazał na muzeum 40mln dolarów[4]),
J. Paul Getty Museum w Kalifornii,
Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku,
Saatchi Gallery,
The Hammer Museum at UCLA
Los Angeles County Museum of Art | LACMA[5],
The Broad Art Museum LA[6],
Centrum Sztuki Nowoczesnej w Lizbonie fundacji Calouste Gulbenkiana
Muzeum Calouste Gulbenkiana,
Museum Jerke – pierwsze, zagraniczne, prywatne muzeum poświęcone polskiej sztuce awangardowej (założone przez Dr Wernera Jerke, a otwarte w Zagłębiu Ruhry, czyli w „jednym z największych na świecie skupisk artystów, kolekcjonerów oraz publicznych i prywatnych instytucji sztuki”[7]),
itp.
    I o czym się zapomina, niektórzy właściciele i fundatorzy dobrowolnie przekazali swoje uznane galerie w ręce publiczne albo wyszli z inicjatywą udostępnienia kolekcji w ramach partnerstwa prywatno-publicznego:
Muzeum Thyssen-Bornemisza w Madrycie,
Muzeum Kolekcji Ludwigów w Kolonii,
Kolekcja Pinaulta w Palazzo Grassi i Punta della Dogana w Wenecji[8],
Tate Gallery,
Muzeum Brytyjskie,
The Metropolitan Museum of Art – Miejskie Muzeum Sztuki w Nowym Jorku,
Muzeum Guggenheima w Bilbao,
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Lizbonie,

    Z czasem lista mecenasów sztuki na zachodzie zrobiła się bardzo długa:
[9][10][11][12][13][14][15][16][17][18a][18b].

    W związku z tym nie bez powodu zachodnioeuropejski rynek sztuki, w przeciwieństwie do polskiego, wypełniony jest dzisiaj prywatnymi galeriami (dla przykładu: Berlin może pochwalić się ponad 500 galeriami[19], a region paryski – ok. 1150[20]).

    Rozwój kapitalizmu i koncepcji wolności jednostki przyczynił się do zniesienia feudalnych barier i pokoleniowego podniesienia standardu życia mas[21][22]. Jednak były i zagrożenia. Efektem XVIII-wiecznej rewolucji przemysłowej było też kształtowanie się idei narodowych, a w konsekwencji opisana przez Ericha Fromma „ucieczka od wolności” obywateli w model rządów ingerujących w życie gospodarcze i społeczne państw. Czyli w pomysły ograniczające swobody jednostki w ramach utopijnych ideologii, opartych na przymusowych i kolektywistycznych rozwiązaniach: w imię narodu, klasy, rasy, ludu, czy państwa. W ten sposób jednostkę ponownie sprowadzono niemal do roli poddanego, dodatkowo ograniczanego dyktatem większości ulegającej różnym manipulacjom.

    Artyści pragnący wolności, tak jak reszta społeczeństwa, w miarę możliwości z takich krajów uciekali. Najczęściej za ocean, gdzie rynek i sztuka oparte były na swobodzie prywatnych inwestycji. Jednak z czasem także USA wkroczyły na ścieżkę podobną do europejskiej. I niestety ten dominujący na świecie eksperyment, negatywnie odbija się na życiu społeczno-gospodarczym wielu państw[23].

„W dziedzinie sztuki państwo jest niekompetentne”[24].
Gustave Courbet



    P.S.1: W Stanach Zjednoczonych do dzisiaj nie ma Ministerstwa Kultury. Wsparcie rządowe z poziomu federalnego, stanowego i lokalnego to zaledwie 6,7% spośród reszty (prywatnych) form finansowania kultury[25] (str. 1 i 24). Prywatne wsparcie dla sztuki w USA w 2005r. stanowiło ok 1,67% PKB. W Wielkiej Brytanii rekordowe jak na Europę 0,73% PKB.
    Natomiast w Polsce, gdzie państwo z definicji zajmuje się kulturą (i nie tylko), udział państwowych wydatków na kulturę w 2007r. stanowił ok 0.55% PKB. Prywatny udział wynosił efektowny 1% PKB (efektowny, ponieważ w statystykach ponad połowę z tego 1% stanowią wydatki obywateli na telewizję kablową, abonament RTV oraz usługi bezpośrednio z nim związane)
[26] (str. 43/44)).
Statystyki z 2014r. specjalnie się nie różnią
[27][28].
Zestawienie z innymi krajami:
[29][30].

    P.S. 2: Tzw. przemysł kreatywny generuje w Polsce 1% produktu krajowego brutto, podczas gdy w Wielkiej Brytanii 9% PKB[31].

    P.S. 3: W Polsce kultura i sztuka była najsłabiej opłacaną branżą 2013r.[32].

    P.S. 4: Dlaczego?[33].

    P.S. 5: Jak wygląda, i czym się kończy, monopol państwa na finansowanie sztuki – na przykładzie z Polski po 1989r.[34].





„Lewy Sierpowy”

W odpowiedzi na wątpliwości Fundacji Sztuki Zewnętrznej[1]:

„Lewy Sieropowy”, czyli w jakim systemie gospodarczym żyjemy?



Somalia

    1. W Somalii kontrolę przejęły wpływy religijne i walczące ze sobą klany. Jest to efekt burzliwej historii tego afrykańskiego kraju oraz specyfiki kulturowej i religijnej regionu[2]. I w tym kontekście należy rozpatrywać przykład każdego państwa.
    Dlatego z punktu widzenia opartego na europejskim systemie wartości, brak poszanowania dla wolności osobistej czy własności prywatnej w Somalii, nie jest dowodem na funkcjonowanie „nieskrępowanego wolnego rynku” w wydaniu europejskim, a przykładem na jego zachwianie[3] wynikające z różnic kulturowych.
    Mimo wszystko, warto zapoznać się z mniej medialną stroną Somalii – tylko od strony gospodarczej[4].

    2. W państwach, które na przestrzeni wieków wypracowały tzw. zachodnie standardy (i powiązaną z nimi koncepcję wolnego rynku), nie ma znaczenia czy ktoś jest ateistą albo wierzącym. W takich warunkach zapewnienie obywatelom wolności gospodarczej charakteryzuje decentralizacja, czyli państwo z definicji nieingerujące w decyzje jednostki, wspólnoty, organizacji charytatywnej, itd., o ile nie jest ograniczana czyjaś wolność. Należy przez to rozumieć, że państwo nie wspiera ani nie blokuje żadnych grup np. finansując projekty pod czyjeś lobby – promując lub chroniąc wybranych za pomocą specjalnych ustaw, przywilejów.
    W innym przypadku (czyli obecnym) prowadzi to tylko do konfliktów i podziałów społecznych, co wyraźnie widać na naszym podwórku[5].

eisenhower

„Wolny rynek”

    3. Naomi Klein w „Doktrynie szoku” określenie korporacjonizm wykorzystuje zamiennie ze słowem kapitalizm. Wystarczy jednak zajrzeć do „Doktryny faszyzmu”, aby przekonać się, że system korporacyjny – stanowiący podstawę gospodarczą dla Mussoliniego, jest „przeciwny klasycznemu liberalizmowi”[6], który jest utożsamiany z szeroko rozumianym kapitalizmem (obok np. prywatnej własności środków produkcji, swobody akumulacji kapitału czy wolności gospodarczej).
    Opisywany przez Klein system opiera się na powiązaniach z aparatem państwowym i przymusie. Czyli gospodarczych regulacjach, co jest kompletnym przeciwieństwem liberalizmu gospodarczego.
Na temat licznych manipulacji, jakich dopuściła się autorka „Doktryny Szoku” nt. Miltona Friedmana i liberalizmu można również przeczytać [tutaj].

    4. W związku z tym, dzisiaj kraje nie borykają się z „problemami wolnego rynku”, a rozrostem interwencjonizmu państwowego w praktycznie każdej sferze ludzkiej działalności. Czyli z ustawowym narzucaniem przez rządy i ich instytucje eksperymentów społeczno ekonomicznych. To nie jest liberalizm gospodarczy oparty na dobrowolności, a zwykły przymus państwowy promujący czyjeś poglądy lub lobby. Od wprowadzenia obowiązku np. kupowania alkomatu, przez prawo oparte na prewencji – czyli ograniczaniu swobód, po komercjalizację służby zdrowia, finansowanie religii, budowę stadionów. Ogółem liczne korupcjogenne ustawy i kosztowne zamówienia publiczne spłacane z kieszeni podatników.

    5. Dlatego, instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy ze swoją Międzynarodową Korporacją Finansową[7] nie reprezentują postaw liberalnych, a dążenie do centralizacji władzy nad rynkami. MFW jasno stwierdza, że jego główną funkcją jest „regulacja” oraz „kontrola”[8]. Architektem Funduszu jest oskarżony o szpiegowanie na rzecz ZSRR Harry Dexter, który głęboko wierzył w zasadność istnienia radzieckiej gospodarki planowanej[9]. Dodatkowo współinicjatorem MWF (chociaż na nieco innych zasadach) był orędownik państwowego interwencjonizmu John Keynes.
    Antywolnorynkową działalność MFW i BŚ podsumował Joseph Stiglitz – laureat nagrody Nobla i były główny ekonomista Banku Światowego[10].
    Obydwie instytucje utrzymywane są ze składek państw członkowskich i spłaty kredytów[11]. Najczęściej zaciągniętych na potrzeby licznych państwowych inwestycji realizowanych przez powiązany z nimi sektor prywatny. Na koszt zmuszanych do tego podatników – obywateli. Stąd możliwości wprowadzania „terapii szokowych” opartych na rządowych kontraktach, co Klein błędnie (albo kłamliwie) nazywa neoliberalizmem.

    6. Problem dotyczy także unijnych dotacji np. dla miast i gmin[12]. Przy każdejpublicznej inwestycji realizowanej przy „wsparciu” dotacji, gminy muszą pokryć do 40% wartości zadania. Aby temu sprostać zaciągają kredyty w bankach [13][14], za co płacą później mieszkańcy w ramach wyższych podatków i opłat lokalnych[15]. Pierwsze bankructwa gmin już są[16][17].
    M.in. taki system prowadzi państwa członkowskie do coraz większego zadłużenia (w Polsce przekroczony został II próg ostrożnościowy[18]). Tymczasem media z zachwytem informują, że „nasz kraj oraz (bankrutujące?) Grecja i Portugalia czerpią najwięcej z unijnej kasy”[19].
    Niestety przez medialną propagandę nie przebijają się dane jasno wskazujące, że „prorozwojowy efekt funduszy UE w biedniejszych regionach to tylko mit – nie tworzą one miejsc pracy ani nie napędzają na stałe regionalnej gospodarki”[20] i unijne wsparcie dla firm hamuje innowacyjność[21]. Jest tak zapewne, dlatego że „dotacje” UE to nic innego jak pieniądze zabrane wcześniej obywatelom m.in. w ramach podatku VAT, którymi następnie zarządza się w duchu centralnego planowania[22].
    Ostatecznie negatywny wpływ dotacji potwierdził raport NIKu i badania przeprowadzone przez UW, a co podsumowała Polska Akademia Nauk[23].

    7. W lutym 2014r. prezydent Komorowski stwierdził, że UE popełniła błąd odchodząc od przemysłu na rzecz gospodarki opartej na usługach[24]. Tym samym przyznał, że Unia, wbrew propagandzie[25], steruje swoją gospodarką – za pomocą dyrektyw i dotacji finansowanych z zebranych podatków. Jednych promując, a drugim utrudniając prowadzenie działalności. W związku z tym ceny energii w UE są 4 razy wyższe niż w USA[26]. I wszyscy wiedzą, że nie chodzi tu o dbanie o środowisko[27][28]. A na pewno nie w przypadku zmuszania obywateli do finansowania lobby tzw. „zielonej energii”[29][30] i kupowania droższych „eko” rtęciowych żarówek[31], co i tak jest tylko wierzchołkiem góry lodowej[32]. Tymczasem rosnące ceny zmuszają inwestorów do przenoszenia produkcji poza Unię[33].

    Generowany tak wzrost bezrobocia UE chce powstrzymać odgórnym planowaniem – inicjatywą gwarantującą zatrudnienie wszystkim młodym ludziom poniżej 25 roku życia[34], a także dążąc do wprowadzenia Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego[35]… Brzmi znajomo? Jak działa „wolny rynek” w Unii widać też na przykładzie ustalania limitów na produkcję np. mleka, cukru, wina. Tymczasem komisarze za pieniądze podatników mieli powód, żeby debatować, dlaczego cena mleka ciągle rosła[36] (po zniesieniu kwotowania w 2015r., mleko zaczęło magicznie tanieć[37])

    8. Polityka pompowania pieniędzy w rynek przez państwa również przyczyniła się do kryzysu na rynku nieruchomości. Np. w USA rząd federalny wspiera wielkie instytucje oraz programy pożyczkowe udzielające gwarancji kredytowych. Aby „zapewnić Amerykanom tani kredyt i realizując rządową strategię obniżania barier w dostępie do mieszkań i domów.” W ramach Government Sponsored Enterprise (GSE), czyli przedsiębiorstw sponsorowanych przez rząd, firma Fannie Mae (jak i Freddie Mac, Ginnie Mae) jest jedną z głównych instytucji dostarczających w ten sposób funduszy na kredyty hipoteczne w USA pośrednio finansując ok. 20% z nich[38].
    Niskie stopy procentowe i programy rządowe miały zachęcić banki do pożyczania pieniędzy klientom, których faktycznie nie było stać na spłatę kredytów[39]. Efekt – ceny na rynku nieruchomości sztucznie rosły doprowadzając do kryzysu, a w sprawie państwowych programów zostało wszczęte śledztwo[40].

    W Polsce podobny problem generuje państwowy program „Mieszkania dla młodych”, który nie dość, że jest zrobiony pod lobby deweloperów[41], to jeszcze zaburza rynek nieruchomości – powodując wzrost cen[42]. I m.in. w ten sposób rządy wpływają na ceny mieszkań[43].

    Także kryzys wzrostu cen żywności z 2008r. był efektem dopłat UE i USA do „bio paliwa”. Zachęcono rolników do inwestowania głównie w rzepak przeznaczony do mieszania z paliwem. W konsekwencji zmniejszył się areał upraw roślin przeznaczonych do spożycia, a rynek zareagował wzrostem cen żywności na całym świecie[44]. Oczywiście odbiło się to na najbiedniejszych.

    9. Kolejne rządowe rozwiązania w postaci interwencjonizmu w rynek, to wielomiliardowe bailouty banków (które rozpasły się dzięki państwowej ochronie) z pieniędzy podatników. Finansową odpowiedzialnością obarczono także osoby posiadające konta bankowe[45]. Czyli rządy i ponadnarodowe instytucje po raz kolejny zrobiły komuś przysługę. Z jednej strony dając gwarancję na dotacje ze strony państwa i zmuszanych podatników, a z drugiej – zwiększając wydatki i zadłużenie krajów.

    10. Natomiast w warunkach wolnego rynku źle zarządzane firmy powinny bankrutować, a nie otrzymywać „subwencje” ze strony państwa. Również kiedy zaszkodzą obywatelom powinny liczyć się z siłą pozwów zbiorowych[46].
    Tymczasem prezydent Obama podpisuje ustawę ingerującą w rynek, która zapewnia nietykalność firmom typu Monsanto za możliwe przyszłe skutki uboczne stosowania upraw GMO[47].

    11. Także monopol banków centralnych i „system rezerw częściowych” w bankowości na obecnych warunkach, został zalegalizowany przez państwa i ich ustawy, a nie przez „wolny rynek”[48][49]. Oczywiście z korzyścią dla rządzących tak funkcjonujący system generuje inflację i spadek siły nabywczej oszczędności obywateli, co nazwano podatkiem inflacyjnym[50].

    12. Dlatego nowy – stary minister finansów Mateusz Szczurek z rozbrajającą szczerością stwierdził, że z rządowego punktu widzenia „inflacja w Polsce jest za niska”. Przyznał również, że „ma świadomość istnienia wielu przepisów, które z zewnątrz wyglądają na głupie i niepotrzebne”, ale „odkręcenie jednej śrubki spowoduje odnajdywanie coraz to nowych szczelin w całym systemie”. Jasno dał do zrozumienia, że kosztownego „państwa nic nie zastąpi” i dla zasady ono musi kontrolować oraz opodatkować każdy aspekt życia obywateli[51]. Aby rządy i korzystający na tym pośrednicy, ciągle mogli stać na straży „redystrybucyjnej” funkcji państwa na gigantyczną skalę.

    13. Interwencjonizm rządów w Polsce i skala opodatkowania[52] wraz z ilością zmarnowanych pieniędzy przekładają się na życie najbiedniejszych warstw społecznych. Nie bez powodu koszty życia[53] i utrzymania państwa stają się coraz wyższe. Za wszelkiego rodzaju podatki, dotacje czy regulacje rynku płaci na końcu konsument w cenie produktu lub usługi. Nawet jeżeli państwo będzie wmawiać, że coś jest „darmowe”.

    Tymczasem cena za wprowadzenie ustawy pod czyjeś dyktando nie jest już żadną tajemnicą[54]. W takim klimacie świetnie odnajdują się lobbyści i największe firmy, które dzięki temu za pomocą „subwencji”[55][56] albo korupcji zapewniają sobie monopol (W Polsce znamiona korupcji nosi nawet 23 proc. publicznych procedur przetargowych[57]). Dlatego to właśnie m.in. największym firmom zależy, aby rynki były poddane państwowym regulacjom i licznym „redystrybucyjnym” inwestycjom z pieniędzy podatników[58][59]. Ponieważ w innym przypadku musiałyby konkurować na zasadach wolnorynkowych i polegać na dobrowolnej decyzji klientów.

    Dla małych i średnich firm wejście z jakąś usługą czy produktem staje się coraz bardziej kosztowne (oczywiście niełatwo jest skorzystać z przywilejów SSE), a rząd perfidnie przerzuca winę nie tam gdzie trzeba; np. na umowy o dzieło. Oskładkowanie ich przedłuży istnienie przymusu państwowego ZUSu może o kilka lat[60]. Jednak większość młodych ludzi i tak wie, że w przyszłości nie zobaczy ani jednej złotówki, która została zagarnięta do tego celu[61]. Wszystko jest na dobrej drodze – dyktat firm zarabiających np. na zleceniach i powiązaniach rządowych może się umacniać, a rzesza bezrobotnych gotowych zrobić wszystko za pracę rośnie.

Wolny rynek?


„Utopić się w oceanie długów”, czyli skala państwowych dotacji i subwencji:

Jak działa państwowy interwencjonizm: