Tag Archive for 'Libia'

O.S.T.R. Hades – 600 dni
(dezinformacji o Syrii):

    Utwór O.S.T.R. i Hades – 600 dni. Jak widać, teledysk do niego jest kompilacją krwawych nagrań przedstawiających okrucieństwa dokonane przez syryjską armię na tzw. rebeliantach. Robi wrażenie. Tym bardziej, że O.S.T.R. i Hades przedstawiają punkt widzenia i nagrania tylko jednej ze stron konfliktu i domagają się „zrobienia czegoś” w tej sprawie. Wydźwięk teledysku wraz z wyświetloną informacją na jego początku są jednoznaczne. Jego autorzy stają po stronie rebeliantów. Tak więc rozwiązania konfliktu upatrują w „pomocy” czyli interwencji z zewnątrz. Nie może być inaczej, w końcu ingerencji ze strony zachodu oczekują sami powstańcy [1] [2].

    Niestety, wbrew zapowiedziom teledysk nie pokazuje „jak naprawdę wygląda świat”. Z szacunku do twórczości O.S.T.R.a można tylko powiedzieć, że emocje, które niewątpliwie były głównym czynnikiem wsparcia się takim teledyskiem, przysłoniły faktyczny (a na pewno bliższy prawdzie) obraz sytuacji w Syrii. Ponieważ nic nie jest czarno białe i proste w ocenie. Przekonał się o tym fotoreporter Marcin Suder, który został porwany w Syrii [3] [4] przez jedną z grup „rebeliantów”. Podobna sytuacja miała miejsce z ukraińską dziennikarką, której wg oficjalnych informacji w końcu udało się uciec z rąk opozycji [5]. O.S.T.R. najwyraźniej nie wie, że stając koło tak podzielonej i różnorodnej grupy, jaką są „bojownicy o wolność” raczej nie mógłby pomodlić się [6] [7] tak, jak to zrobił w swoim utworze. O tym przekonał się, na własnej skórze, włoski jezuita Paolo Dall’Oglio [8].

———————————————————————————————————————

Kontekst

    Na wstępie trzeba przypomnieć, że islam, jako religia jest bardzo podzielony. Głównie na dwa odłamy, czyli sunnizm i szyizm. Ma to silny wpływ na politykę krajów na bliskim wschodzie. Z tego też powodu potrafią się bardzo różnić w podejściu do wielu spraw. Głębszą analizę problemu można znaleźć w internecie np. pod tym linkiem. Dla nas najprostszym zobrazowaniem tej sytuacji może być porównanie jej do bardzo napiętych stosunków w Irlandii Północnej pomiędzy katolikami i protestantami, których dzieli „tylko” interpretacja doktryn chrześcijańskich. Taki podział wewnątrz religijny, ale w świecie islamu, nie ominął Syrii. Jest to bardzo istotne, żeby nie błądzić za spłycającymi temat mediami (które wg O.S.T.R.a i Hadesa milczą, a przecież tak nie jest – w przeciwieństwie do sytuacji w Bahrajnie, o którym w mediach rzeczywiście mało się mówi [9]).

    Także bardzo istotne jest, że dyktat władzy panującej w Syrii ma swoje korzenie w nacjonalizmie arabskim w wydaniu panarabskiej i socjalistycznej partii BAAS. I jest z nią związany prezydent Baszszar al-Asad. Również były współpracownik CIA Saddam Husajn [10] [11] był jej członkiem. Jak się z czasem okazało, w Iraku wdrożył własną wizję tej partii – czym tylko wzmocnił jej wewnętrzne podziały.

    Mimo wszystko, głównym założeniem partii było zjednoczenie świata arabskiego. Pod hasłem wspólnego języka, a nie islamu i wielu jego zwalczających się odłamów. W opozycji do takich poglądów stoi sunnickie Bractwo Muzułmańskie, które zawsze sprzeciwiało się liberalnym / świeckim (jak na bliski wschód) poglądom prezentowanym przez partię BAAS. Tym bardziej, gdy część jej członków i kolejni prezydenci Syrii wywodzą się ze znienawidzonej mniejszości alawickiej. A ta, nie raz popierała działania związane z szyickim wydaniem islamu (Iran). Jednak w Syrii panowała względna wolność wyznania np. dla stanowiących większość sunnitów i mniejszości chrześcijan [12] czy alawitów. Co jakiś czas wewnętrzny „porządek” był zakłócany przez wspomniane Bractwo Muzułmańskie, które pragnie wprowadzić swoją dyktaturę, tyle że religijną (sunnicką) [13]. Podobnie, jak ostatnio w Egipcie, co w końcu nie spodobało się jego mieszkańcom [14]. I głównie ten stan rzeczy, czyli wewnętrzne różnice religijne, zostały w końcu wykorzystane do globalnych rozgrywek o dominację w tym rejonie.

    Od razu trzeba zaznaczyć, że przedstawiając w takim skrócie kontekst historyczny, społeczny i religijny nikt nie twierdzi, że Syria była dotychczas oazą ropą i gazem płynącą. Panująca tam władza oczywiście jest źródłem wielu problemów. W ciekawy sposób zostało to opisane tutaj i tutaj.

Pytania

    Poznanie tych kilku faktów jest potrzebne, do tego, żeby patrząc w medialny przekaz można było sobie postawić kilka pytań. O co walczą rebelianci, którzy w innej sytuacji (np. pojawiając się w Anglii) zostaliby nazwani przez medialne standardy „terrorystami”? Jakie poglądy reprezentują? Czy poza chęcią zdetronizowania al-Asada są jednomyślni w innych sprawach? Skąd mają broń? Czy ich wygrana nie będzie wiązała się z groźbą utworzenia państwa religijnego? Czy dla ludności nie będzie to, jak wpadnięcie z deszczu pod rynnę, a co zostanie najpierw odkupione tysiącami ofiar [15]? Czy na potrzeby wywołania odpowiedniej reakcji „społeczności międzynarodowej” nie przedstawia się sytuacji tendencyjnie? Pytania i wątpliwości są dokładnie takie same, jak w przypadku tego, co miało miejsce w Libii [16], o której w mediach jest już cicho. Zabójstwo ambasadora USA w tym kraju [17] powinno dać do myślenia, kto i dlaczego zyskuje tam przewagę.

Isa ibn Mariam
Isa ibn Mariam
84x120cm, akryl na płótnie, 2013r.

Odpowiedzi

    Żeby być obiektywnym trzeba zaznaczyć, że początkowo pokojowe protesty społeczeństwa w Syrii były jak najbardziej autentyczne i powodowane słusznymi pobudkami, a reakcja autorytarnej władzy była bardzo stanowcza i brutalna [18]. I do tego momentu utożsamianie się z protestującymi było o tyle proste. Jednak wszystko wskazuje na to, że z początkiem protestów, podobnie jak w Libii, niektórych demonstrujących zaczęto dozbrajać i nawet wysyłać w ten rejon najemników nie mających nic wspólnego z Syrią. Jak widać w celu rozkręcenia konfliktu na poważniejszą skalę. Do gry wkroczyła sunnicka Al Kaida [19] oraz inne radykalne i religijne ugrupowania [20] [21] [22] [23] [24], powiązane m.in. z sunnickim Bractwem Muzułmańskim [25].

    Z czasem okazało się, że za przekierowaniem protestów na inne tory, które przestały służyć interesowi oraz idei syryjskich demonstracji [26], stoją takie państwa jak Arabia Saudyjska [27], Katar [28] i Turcja [29] [30]. Czy jest to przypadek, że dominuje tam sunnicki odłam islamu w różnych odmianach? Specjalną tajemnicą nie jest, że państwa te otrzymują broń głównie od USA, Francji i Wielkiej Brytanii [31] [32]. Z resztą, media same przyznają, że kraje zachodu już bezpośrednio wspierają grupy walczące przeciwko rządowi al-Asada [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39]. I łamią w ten sposób rezolucje UE o zakazie wspierania jednej ze stron konfliktu [40]. Rosja i Iran także wysyłają sprzęt wojskowy, ale dla syryjskiego wojska. Różnica jest taka, że robią to na mocy umów, które zostały podpisane przed zbrojną zawieruchą (nie ma wątpliwości, że również te kraje za pomocą mediów kreują wygodny dla siebie obraz tego, co dzieje się w Syrii. Np. poprzez RT – Russia Today konflikt przedstawiany jest głównie z rządowej perspektywy).

    Jaka jest argumentacja ze strony państw, które oczywiście przekonują do zbrojnej interwencji [41] [42] i do wprowadzenia zakazu lotów? „W Syrii zaczęli ginąć protestujący rebelianci” [43]. W takim razie, dlaczego podobna retoryka nie jest używana w kontekście śmierci protestujących w Turcji [44], Egipcie [45] [46], Tunezji [47] czy Bahrajnie [48]? To jest oczywiście pytanie retoryczne. Interesującą analizę tego tematu można przeczytać tutaj.

    W tej sytuacji zachodnie państwa prowadząc grę, jaką jest „wojna z terroryzmem”, coraz bardziej tracą na wiarygodności [49]. Najpierw popierają w Egipcie obalonego ostatnio prezydenta Mohameda Mursiego z Bractwa Muzułmańskiego, które powiązane jest z licznymi grupami terrorystycznymi (o czym przypominali Obamie protestujący [50] [51]). A teraz (07.2013r.) wspierają i uzbrajają w Syrii „bojowników o wolność”, którzy nie ukrywają, że po części są radykalnymi wyznawcami Allaha. W dodatku w jakimś procencie nie będącymi Syryjczykami [52]. Dlatego czerwoną lampką informującą, kto zaczyna odgrywać w opozycji główną rolę, powinna być wiadomość o wyeliminowaniu przez al Kajdę jednego z dowódców „Wolnej Armii Syryjskiej” [53]. Ale nie jest. Sytuacja wygląda całkiem logicznie. Od teraz z al Kajdą zachód walczy globalnie, dozbrajając i sponsorując ją regionalnie [54] [55] [56].

    Przy okazji warto zastanowić się także nad tym, kto odpowiada za samobójcze zamachy, których celem jest ludność cywilna w syryjskich miastach [57] [58] [59] [60] [61]? Chyba jednak nie wojska al-Asada [62]?

    Również niespecjalnie wspomina się o tragicznej sytuacji chrześcijan w Syrii pod okupacją religijnych fanatyków, a czego nie doświadczali oni pod rządami Baszszara al-Asada [63].

Media i manipulacja o konflikcie w Syrii

    W mediach jednomyślnie mówi się, że granicą wytyczoną dla rządu Syrii jest użycie przez niego broni chemicznej [63] [64] [65]. Jak wiadomo nie było jej w Iraku, ale nie pomniejszyło to wiarygodności zachodnich służb, które ogłosiły, że rządowe wojsko użyło jej w Syrii [66] [67] (przy okazji, użyta kiedyś przez Husajna broń chemiczna pochodziła z USA [68]). Czy nie dziwi fakt, że podobna granica nie została wyznaczona dla podzielonych „rebeliantów”, których także posądzono o wykorzystanie broni chemicznej [69] [70]? Gdzie została wytyczona granica dla Izraela, który ze swojej strony niejednokrotnie naruszył terytorium Syrii, w dodatku dopuszczając się otwartego ataku na ten kraj [71] [72] [73] [74] [75] [76]?
    W związku z tym, automatycznie nasuwa się pytanie, jaki interes miałby rząd Syrii w użyciu broni chemicznej podczas wizyty ekspertów ONZ w tym kraju [77]? Sceptycyzm pojawia się tym bardziej, że wcześniej pojawiły się wiadomości o przechwyceniu w Turcji sarinu należącego do syryjskich „bojówkarzy” z radykalnego Al-Nusra Front [78].
    Także nasuwa się pytanie, jaki interes miałyby wojska syryjskie w ostrzeliwaniu tureckiej granicy [79]? I to w takim momencie, kiedy Turcja i reszta członków NATO jak widać tylko czekają na odpowiedni pretekst do przeprowadzenia interwencji?

    Tutaj nadchodzi bardzo istotna wiadomość w sprawie broni chemicznej. 10 miesięcy od momentu eskalacji konfliktu, Wielka Brytania przyznała kilku firmom licencję na dostawę do Syrii fluorku potasu i fluorku sodu [79b]. Czyli składników potrzebnych do wyprodukowania broni chemicznej, np. sarinu. Oczywiście na tym etapie nie wiadomo, kto był odbiorcą tych materiałów.

    O dziwo nie nagłośniono i innej rewelacji. Wg informacji zebranych przez PressTV za użyciem sarinu 21 sierpnia stoją służby powiązane z Arabią Saudyjską, a dokładnie z szefem służb – księciem Bandarem ibn Sultanemm Al Saudem [79c]

    Wspominając o manipulacji i stosowaniu podwójnych standardów. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, na które tak chętnie powołują się media, znajduje się w niewielkim sklepiku w Londynie [80]. Organizacja ta nigdy nie została zarejestrowana, nie posiada żadnego adresu, ani konta bankowego. Mimo wszystko jej dane są podstawą dla decyzji podejmowanych przez ONZ i kraje zainteresowane niesieniem „pomocy” w postaci dozbrajania grup rebeliantów oraz zrzucenia bomb.
    W związku z tym ciężko nie podchodzić z dystansem do wszystkich rewelacji z owego Obserwatorium na temat masakr. Zwłaszcza, że przedostają się do mediów relacje i nagrania drugiej strony, które potwierdzają, że opozycja również dopuszcza się zbrodni (ostatnie linki odsyłają do bardzo drastycznych nagrań) [81] [82] [83] [84] [85] [86] [87] [88] [89] [90] [91] [92] [93] [94] [95] [96] [97] [98] [99].

    W strefie wpływów, w której znajduje się Polska, pominięto także interesującą wiadomość, że była już reporterka CNN Amber Lyon zrezygnowała ze współpracy z tą stacją, gdy kazano jej kłamać na temat protestów w Bahrajnie [100] [101]. Podobnie zareagowali dziennikarze Al Jazeery, kiedy dostali wytyczne, aby sytuację w Libii i Syrii przedstawiać na korzyść przeprowadzenia interwencji w tych krajach [102] [103]. Także analizy nagrań z tego regionu potwierdziły niejedną manipulację, której dopuściły się media [104].
    Historia „pielęgniarki Nayirah” tylko i wyłącznie potwierdza, jak daleko mogą posunąć się w manipulacji strony konfliktu, żeby wywołać skrajne emocje u opinii publicznej.

———————————————————————————————————————

    Na koniec trzeba zaznaczyć, że podanie tych informacji nie ma służyć wartościowaniu i ocenianiu sunnizmu ani szyizmu. Istotą jest, żeby naświetlić szerszy kontekst tego, co dzieje się w Syrii. Dla tych, którzy jednoznacznie stają po jednej ze stron w tym konflikcie. Co reprezentuje reżim al-Assada wiadomo. Jednak nie znaczy to, że w tej sytuacji poparcie tak podzielonej grupy, jaką stali się „rebelianci”, powinno być oczywiste. Czy przypadkiem kraj ten nie jest na drodze, aby zamienić się w kolejne państwo wyznaniowe [105] z niekończącym się wewnętrznym konfliktem [106]? Jeżeli, ktoś zakłada, że opozycja w Syrii jest jednomyślna i w dodatku reprezentuje wartości zachodnioeuropejskie (a tak, to się przedstawia), to niestety jest w błędzie. Można być też pewnym, że z czasem jak konflikt będzie się przedłużał, radykalizacja poglądów wśród sił opozycji będzie narastać.

    Chyba współczesny Irak, który zdestabilizowany jest od 11 lat przez wewnętrzny konflikt, i gdzie od czasu interwencji zginęło ponad 1mln mieszkańców [107], powinien stanowić wystarczająco czytelny przykład przeciwko dozbrajaniu nieokreślonych i religijnych grup w Syrii. Jeszcze w 2010r. gospodarka Syrii miała wzrost PKB na poziomie 4% [108], a teraz prognozy ustalane są na -20% [109], tysiące ofiar i uchodźców.
    A nie jest tajemnicą, że w latach 70tych i 80tych USA współpracowały z Saddamem Husajnem i wyszkoliły w Afganistanie Osamę ibn Ladena oraz Mudżahedinów [110]. Mimo że wiadomo było, jakie wartości sobą reprezentowali. Syryjski konflikt może stać się kopią tego scenariusza [111].

Humor Hillary Clinton poprawia się na samą myśl o wojnie z Iranem:


Jeśli masz w ręku młotek, to każdy problem wydaje się być gwoździem:

Generał Wesley Kanne Clark zdradza plany wojenne USA:

„Samobójczy plan Kaddafiego. Wysadzi całe miasto w powietrze?”

obama sarkozy berlusconi kaddafi

    Reżim pułkownika Muammara Kaddafiego ma plan zwany „samobójczym” – wysadzenie w powietrze Trypolisu w razie ataku na stolicę Libii powstańców – powiedział dziś wysłannik Kremla do Libii Michaił Margiełow w wywiadzie dla dziennika „Izwiestija [1].

    Albo jeszcze ciekawsze: Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) Luis Moreno-Ocampo oświadczył w środę, że są dowody wskazujące, iż libijski dyktator Muammar Kadafi polecił swoim żołnierzom gwałcenie kobiet na masową skalę w ramach walki z siłami rebeliantów. Moreno-Ocampo dodał, że szuka obecnie dowodów na to, że żołnierzom Kadafiego rozdawano leki zwiększające popęd seksualny, takie jak viagra [2].

    Czy jeszcze ktoś wierzy w medialną papkę informacyjną dotyczącą Libii i w zastanawiająco wybiórczą chęć niesienia pomocy przez NATO? Warto przypomnieć – interwencja oparta była na niezweryfikowanych przez jakiekolwiek agencje pozarządowe doniesieniach, że atakowana jest protestująca ludność cywilna. Przy okazji wyszło, jak mocno język oksymoronów zakorzenił się w mediach – z początkowych przekazów można było dowiedzieć się, że „uzbrojeni cywile – powstańcy” zabijani są podczas pokojowych protestów.

    Decyzja o nalotach NATO zapadła zaskakująco szybko, a w samej Libii nie było nawet sprecyzowanej opozycji, żadnego lidera, z którym można by było rozmawiać o wyłonieniu nowego rządu. I do dzisiaj nie ma – nie wiadomo, co i kogo owi powstańcy reprezentują. Przykład Afganistanu i Iraku widocznie nie jest wystarczający, aby wyciągnąć wnioski o możliwych skutkach takiej interwencji. Chyba, że właśnie o taki scenariusz chodzi, a niejasność celów politycznych i strategii leżącej u podłoża zbrojnej interwencji w Libii są zaplanowane…

    Tu nie ma mowy o wyrazach współczucia dla popieranego od lat przez zachód i Rosję Kaddafiego. Tu chodzi o to, że znowu giną ludzie [3], dlatego że USA wraz z Europą postanowiły „pomóc” Libijczykom m.in. używając najnowszej generacji pocisków „Tomahawk Baseline IV Weapons System” [4] [5], które jak się oczywiście okazało, nigdy wcześniej nie były sprawdzone w boju. Każdy pocisk kosztuje 1mln $, a podczas pierwszych dwóch dni bombardowań wystrzelono ich tylko 110 [6]… W dobie kryzysu światowego to całkiem hojna pomoc jak dla „uzbrojonych cywilów” [7]. Podczas gdy w prozachodnim Bahrajnie w najbardziej intensywnych dniach protestów ginęło więcej ludzi niż gdzie indziej na bliskim wschodzie. Podobnie jak i w Jemenie.

P.S.:
    „Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, USA dostarczyły w latach 2005-2009 aż 54% uzbrojenia do krajów Bliskiego Wschodu, a w zeszłym roku zawarły największy w historii kontrakt, wart 123 miliardy dolarów, na dostawy sprzętu wojskowego do Arabii Saudyjskiej, Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Omanu.
    W roku 2009 Wielka Brytania i Francja sprzedały Libii broń wartą 470 mln dolarów, a administracja prezydenta Obamy dostarczyła uzbrojenie o wartości 17 mln dolarów. W 2008 roku administracja prezydenta Busha dostarczyła do Libii sprzęt wartości 46 mln dolarów.
    To pokazuje, jak zakłamane i dwulicowe są państwa, które biorą obecnie udział w nalotach bombowych na ten kraj. Obecne ataki na Libię to codzienne kontrakty dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego w wysokości 150 mln dolarów[8].