Tag Archive for 'socjalizm'

Wolny rynek w USA? Mit2:

część-1 [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej]


Interwencjonizm państwowy, który zawsze źle się kończy:


Meksyk i sztuka przetrwania, czyli czego artysta nie chce wiedzieć o państwowym mecenasie:

Czego artysta nie chce wiedzieć o państwowym mecenasie:

    W Meksyku artyści mogą rozliczać się z Urzędem Skarbowym oddając mu swoje prace. Na każde pięć sprzedanych dzieł przypada szóste, które twórca może przekazać skarbówce w ramach podatku dochodowego. Póki co akceptowane są: malarstwo, fotografia i rzeźba. Prace przyjęte przez specjalną komisję zyskują status „dziedzictwa kulturowego”. Oznacza to, że nie są na sprzedaż, ale mogą być wypożyczane na wystawy.

    Początki programu sięgają 1957r., kiedy za niezapłacenie podatku został skazany meksykański muralista Raúl Anguiano. Z pomocą przyszedł David Alfaro Siqueiros, współtwórca narodowego programu sztuki meksykańskiej. Zaproponował Ministerstwu Finansów rozwiązanie dopasowane do możliwości grupy zawodowej, jaką są artyści.

    Do programu przystąpił wcześniej skazany Raúl Anguiano. Z czasem jego prace warte były 100 tys. dolarów. Z możliwości skorzystał także Diego Rivera, którego dzieła wyceniane są dzisiaj na miliony dolarów. Od 1975r., czyli momentu wprowadzenia rozwiązania na stałe, państwo otrzymało ponad 4000 dzieł prezentowanych m.in. w Museo de la Secretaría de Hacienda.

    Krytyka projektu dotyczy głównie rządowej komisji, która prace artystów wycenia poniżej rynkowej/galeryjnej ceny (więcej w USA Today i NPR.org).

    Rozwiązanie przyjęte w Meksyku można zestawić z rzeczywistością gospodarczą Polski, kontynuując temat kultury. W końcu artyści to specyficzna grupa zawodowa, która sama dba o ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Problemy znane i nielubiane

    W branży wolnych strzelców często mówi się o mankamentach braku stałego zatrudnienia i o społecznym przekonaniu, że artysta może pracować za półdarmo czekając miesiącami na zapłatę. Z tego powodu zorganizowano protest „Dzień bez sztuki – Jestem artystą, co nie znaczy, że pracuję za darmo”.

    Rok później artyści, którym nie zapłacono za udział w wystawie „British British Polish Polish (…)” w państwowym CSW, podpisali się pod kolejnym listem w ramach Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej. Wystosowano też apel do Ministerstwa Kultury przeciw likwidowaniu wynagrodzeń artystów we wnioskach grantowych [1] <- wyświetli się więcej szczegółów.

    Również w ramach Strajku Generalnego poruszono problem NGOizacji sektora kultury [2].

    W końcu media zdominował pogląd, że środowisko artystyczne „jednogłośnie” domaga się objęcia twórców przymusem państwowego systemu ochrony socjalnej [3].

    W ten sposób wykreowano zaklęty krąg myślenia, że problemy generowane przez państwo można zlikwidować kolejnymi ustawami, a najlepiej przysysając się do państwowego cyca. Może w końcu trzeba spojrzeć na państwowe świadczenia i instytucje z innej strony?

Polski system gospodarczy vs rynek sztuki

    W związku z tym, że poziom wolności gospodarczej i opodatkowania wpływają na ceny produktów i usług, czyli na koszty życia w ogóle, na wstępie trzeba przypomnieć kilka istotnych danych dotyczących naszego kraju:
    Spośród państw UE Polska jest liderem w koszcie poboru podatków
[4], Polska znajduje się wśród krajów o najniższym poziomie stabilności podatkowej [5], pod względem przyjazności podatkowej Polska zajmuje 87 miejsce na 189 badanych [6], w rankingu skomplikowania przepisów prawnych dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej nasze państwo zajęło 75 miejsce na 81 badanych [7], w rankingu Wolności Gospodarczej Świata z 2013r. Polska spadła na 59 miejsce [8], a efektywna stopa opodatkowania jest nawet kilkukrotnie wyższa niż w innych krajach Unii Europejskiej [9].

zestawienie_podatkow
więcej interesujących szczegółów na stronie polskabieda.com

    Jak przekłada się to na rzeczywistość? W ramach podatków pośrednich i bezpośrednich państwo faktycznie zagarnia obywatelom ponad połowę ich comiesięcznej pensji
[10] [11]. M.in. dlatego znaczna część społeczeństwa skupia się na zaspokojeniu swoich podstawowych potrzeb [12], a do takich ciężko zaliczyć wytwory pracy artystycznej. Niestety fatalnie odbija się to na polskim rynku kultury i sztuki, wydrenowanym z prywatnych pieniędzy. W końcu to dobrze prosperująca klasa średnia inwestuje w pracę artystów [13] [14]. A nie państwowe instytucje i programy.

    Ograniczanie możliwości ekonomicznych polskiej klasy średniej negatywnie odbija się na rynku pracy w ogóle, co zawód wolnego strzelca odczuwa najbardziej [15][15b]. Dla przykładu: tzw. przemysł kreatywny generuje w Polsce 1% Produktu Krajowego Brutto, podczas gdy w Wielkiej Brytanii aż 9% PKB [16]. Efekt? W Polsce kultura i sztuka była najsłabiej opłacaną branżą 2013r. [17].

    Możliwe, że właśnie dlatego Emilian Kamiński stwierdził, że „Jeżeli chodzi o kulturę, tkwimy w pełnym socjalizmie” [18a], a Jan Englert, że w Polsce „nie mamy ka­pi­ta­lizmu”, ponieważ po 1989r. wprowadzono system oparty na „hasłach an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­nych” [18b]. Zdaje się to potwierdzać Konstytucja III RP, w której system gospodarczy został zdefiniowany jako Społeczna Gospodarka Rynkowa oznaczająca przyjęcie modelu gospodarki mieszanej, a nie np. wolnorynkowej.

    Konsekwencją tak zaplanowanego systemu jest scentralizowana i mocno rozbudowana redystrybucyjna funkcja państwa. Prowadzi to do nienormalnej sytuacji, w której nie tylko Organizacje Pozarządowe uzależnione są od rządowych grantów [19], ale też m.in. sztuka, na którą pieniądze znajdują się głównie w rękach instytucji publicznych. Dlatego artyści muszą bazować na miejskich lub państwowych stypendiach, grantach, dotacjach, instytucjach i projektach z nimi powiązanymi.

    Nie może więc dziwić, że sztuka w Polsce jest kojarzona z aktualnie prowadzoną polityką [20] [21]. Nie powinien też dziwić społeczny odbiór artysty, jako rzemieślnika mogącego tworzyć za półdarmo. Nie powinno być zaskoczeniem, że na polskim rynku sztuki współczesnej jest tak mała ilość prywatnych galerii mogących konkurować z tymi państwowymi [22].

    Tę sytuację podsumował w końcu Wojciech Fangor w swoim liście do artystów, ostrzegając przed dyktatem państwowego mecenatu [23].

    To podpowiedź dla tych, którzy z nostalgią patrzą na zachodnioeuropejski rynek sztuki wypełniony prywatnymi galeriami (Berlin – ponad 500 [24], region paryski – ok. 1150 [25]). Ale u siebie ciągle akceptują rozrost państwa i jego ingerencję w życie obywateli. Obwiniając za wszystko mityczny neoliberalizm, którego podstawą jest przecież państwo minimum, a nie maksimum [26].

Marcin Dylla – gitarzysta o wolnym rynku:

Sztuka przetrwania

    Od jakiegoś czasu społeczeństwo przekonywane jest do zlikwidowania umowy o dzieło, co zupełnie wpisuje się w rządową politykę fiskalnego dokręcania śruby [27]. Dla artystów i wolnych strzelców umowa ta stanowi legalną ucieczkę od wysokiego opodatkowania pracy [28], a do czego prawo powinna mieć też reszta zawodów. W konsekwencji, wraz ze wzrostem podatków i kosztów pracy [29], umowy o dzieło zaczęto nadużywać [30].

koszty pracy

    Natomiast artysta, któremu mimo wszystko zależy na państwowej ochronie socjalnej, może korzystać z oskładkowanej umowy zlecenie. Może samodzielnie opłacać świadczenia zdrowotne w NFZ [31] i w ministerialnym Zaopatrzeniu Emerytalnym Twórców [32]. Tylko mało który twórca wybiera takie warianty. Właśnie ze względu na wysokie koszty i obciążenia, czego doświadcza cały rynek pracy.

    A skoro media wykreowały takie zapotrzebowanie, ku zadowoleniu pewnych środowisk, rząd postanowił „coś zrobić” w tej sprawie. Zabrał się za projekt oskładkowania umów o dzieło, czyli zmuszenia artystów do odprowadzania na ZUS 20% od każdego zarobionego 1000zł [33].

    Dodatkowo na skutek zmian wprowadzonych w 2013r., twórcy w ramach 50% kosztów uzyskania przychodu mogą odliczyć już tylko 42764 zł rocznie (tylko, ponieważ wcześniej było to nielimitowane [34]).

    I żeby tego było mało, rząd po cichu uznał, że zyski z honorariów to odrębne źródło przychodów i artyści prowadzący działalność gospodarczą powinni odprowadzać nie 19%, a 32% stawkę PIT [35].

    Fiskalną listę obciążeń podatkowych zamyka 23% stawka VAT, którą objęto prywatne galerie i marszandów sprzedających i promujących prace artystów[36a]. W konsekwencji koszt podatku muszą ponieść zainteresowani sztuką klienci.

    Przypomnieć trzeba też nowelizację ustawy o VAT, która odbiera instytucjom kultury możliwość odzyskiwania pełnego VAT [36b]

    Jednak wisienką na torcie jest projekt powołania kolejnej państwowej instytucji utrzymywanej z kolejnych opłat/podatków narzuconych np. na wytwory kultury [37]. Jak wiadomo, spowoduje to wzrost cen. Ale w zamian następna instytucja, z nowymi państwowymi miejscami pracy, będzie pośredniczyć przy ubezpieczeniach społecznych i emerytalnych dla artystów. Wszystko na życzenie środowisk teoretycznie walczących o interes twórców, a tak naprawdę nieświadomie działających w interesie rządzących.

    W takiej sytuacji można już tylko zapytać: czy którykolwiek „niezależny” artysta, uzależniony od państwowych instytucji, naprawdę wierzy, że w przyszłości dostanie od ZUSu jakąkolwiek emeryturę [38]?

Sztuka kompromisu

    Jak widać w polskich warunkach hasło „mniej znaczy więcej” powinno dotyczyć także państwa. A jednak za każdym razem rządowe projekty „zmian” kończą się na jego powiększaniu.

    Dlatego warto zwrócić uwagę na działania rządu w Australii, który w jeden dzień uchylił 10tys. szkodliwych ustaw i regulacji [39]. Ciekawe rozwiązania przyjął Singapur, którego opieka zdrowotna uznawana jest teraz za jedną z najlepszych na świecie [40]. Warto też zwrócić uwagę na sprawnie działający kanadyjski system emerytalny, u nas proponowany w postaci „emerytury obywatelskiej” [41].

    Również wspomniany na początku meksykański model podatkowy, dotyczący artystów, wydaje się interesującym sposobem rozwiązywania problemów. Choćby w kontekście pozyskiwania zbiorów dla państwowego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie [42] (oczywiście nie obeszło się bez skandalu już na etapie konkursu na jego projekt [43]).
    Jednak żeby podobne rozwiązania weszły w życie potrzebne jest sensowne podejście rządu, co u nas wydaje się być niemożliwe. Skoro władze odmówiły przyjęcia kolekcji prac ś.p. Zdzisława Beksińskiego – nawet za darmo
[44].

„Lewy Sierpowy”

W odpowiedzi na wątpliwości Fundacji Sztuki Zewnętrznej[1]:

„Lewy Sieropowy”, czyli w jakim systemie gospodarczym żyjemy?

Somalia

1. W Somalii kontrolę przejęły wpływy religijne i walczące ze sobą klany. Jest to efekt burzliwej historii tego afrykańskiego kraju oraz specyfiki kulturowej i religijnej regionu[2]. I w tym kontekście należy rozpatrywać przykład każdego państwa.
Dlatego z punktu widzenia opartego na europejskim systemie wartości, brak poszanowania dla wolności osobistej czy własności prywatnej w Somalii, nie jest dowodem na funkcjonowanie „nieskrępowanego wolnego rynku” w wydaniu europejskim, a przykładem na jego zachwianie[3] wynikające z różnic kulturowych.
Mimo wszystko, warto zapoznać się z mniej medialną stroną Somalii – tylko od strony gospodarczej[4].

2. W państwach, które na przestrzeni wieków wypracowały tzw. zachodnie standardy (i powiązaną z nimi koncepcję wolnego rynku), nie ma znaczenia czy ktoś jest ateistą albo wierzącym. W takich warunkach zapewnienie obywatelom wolności gospodarczej charakteryzuje decentralizacja, czyli państwo z definicji nieingerujące w decyzje jednostki, wspólnoty, organizacji charytatywnej, itd., o ile nie jest ograniczana czyjaś wolność. Należy przez to rozumieć, że państwo nie wspiera ani nie blokuje żadnych grup np. finansując projekty pod czyjeś lobby – promując lub chroniąc wybranych za pomocą specjalnych ustaw, przywilejów.
W innym przypadku (czyli obecnym) prowadzi to tylko do konfliktów i podziałów społecznych, co wyraźnie widać na naszym podwórku[5].

eisenhower

„Wolny rynek”

3. Naomi Klein w „Doktrynie szoku” określenie korporacjonizm wykorzystuje zamiennie ze słowem kapitalizm. Wystarczy jednak zajrzeć do „Doktryny faszyzmu”, aby przekonać się, że system korporacyjny – stanowiący podstawę gospodarczą dla Mussoliniego, jest „przeciwny klasycznemu liberalizmowi”[6], który jest utożsamiany z szeroko rozumianym kapitalizmem (obok np. prywatnej własności środków produkcji, swobody akumulacji kapitału czy wolności gospodarczej).
Opisywany przez Klein system opiera się na powiązaniach z aparatem państwowym i przymusie. Czyli gospodarczych regulacjach, co jest kompletnym przeciwieństwem liberalizmu gospodarczego.
Na temat licznych manipulacji, jakich dopuściła się autorka „Doktryny Szoku” nt. Miltona Friedmana i liberalizmu można również przeczytać [tutaj].

4. W związku z tym, dzisiaj kraje nie borykają się z „problemami wolnego rynku”, a rozrostem interwencjonizmu państwowego w praktycznie każdej sferze ludzkiej działalności. Czyli z ustawowym narzucaniem przez rządy i ich instytucje eksperymentów społeczno ekonomicznych. To nie jest liberalizm gospodarczy oparty na dobrowolności, a zwykły przymus państwowy promujący czyjeś poglądy lub lobby. Od wprowadzenia obowiązku np. kupowania alkomatu, przez prawo oparte na prewencji – czyli ograniczaniu swobód, po komercjalizację służby zdrowia, finansowanie religii, budowę stadionów. Ogółem liczne korupcjogenne ustawy i kosztowne zamówienia publiczne spłacane z kieszeni podatników.

5. Dlatego, instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy ze swoją Międzynarodową Korporacją Finansową[7] nie reprezentują postaw liberalnych, a dążenie do centralizacji władzy nad rynkami. MFW jasno stwierdza, że jego główną funkcją jest „regulacja” oraz „kontrola”[8]. Architektem Funduszu jest oskarżony o szpiegowanie na rzecz ZSRR Harry Dexter, który głęboko wierzył w zasadność istnienia radzieckiej gospodarki planowanej[9]. Dodatkowo współinicjatorem MWF (chociaż na nieco innych zasadach) był orędownik państwowego interwencjonizmu John Keynes.
Antywolnorynkową działalność MFW i BŚ podsumował Joseph Stiglitz – laureat nagrody Nobla i były główny ekonomista Banku Światowego[10].
Obydwie instytucje utrzymywane są ze składek państw członkowskich i spłaty kredytów[11]. Najczęściej zaciągniętych na potrzeby licznych państwowych inwestycji realizowanych przez powiązany z nimi sektor prywatny. Na koszt zmuszanych do tego podatników – obywateli. Stąd możliwości wprowadzania „terapii szokowych” opartych na rządowych kontraktach, co Klein błędnie (albo kłamliwie) nazywa neoliberalizmem.

6. Problem dotyczy także unijnych dotacji np. dla miast i gmin[12]. Przy każdej publicznej inwestycji realizowanej przy „wsparciu” dotacji, gminy muszą pokryć do 40% wartości zadania. Aby temu sprostać zaciągają kredyty w bankach [13][14], za co płacą później mieszkańcy w ramach wyższych podatków i opłat lokalnych[15]. Pierwsze bankructwa [16][17] i problemy finansowe [18] już się pojawiły.
M.in. taki system prowadzi państwa członkowskie do coraz większego zadłużenia (w Polsce przekroczony został II próg ostrożnościowy[19]). Tymczasem media z zachwytem informują, że „nasz kraj oraz (bankrutujące?) Grecja i Portugalia czerpią najwięcej z unijnej kasy”[20].
Niestety przez medialną propagandę nie przebijają się dane jasno wskazujące, że „prorozwojowy efekt funduszy UE w biedniejszych regionach to tylko mit – nie tworzą one miejsc pracy ani nie napędzają na stałe regionalnej gospodarki”[21] i unijne wsparcie dla firm hamuje innowacyjność[22]. Jest tak zapewne, dlatego że „dotacje” UE to nic innego jak pieniądze zabrane wcześniej obywatelom m.in. w ramach podatku VAT, którymi następnie zarządza się w duchu centralnego planowania[23].
Ostatecznie negatywny wpływ dotacji potwierdził raport NIKu i badania przeprowadzone przez UW, a co podsumowała Polska Akademia Nauk[24].

7. W lutym 2014r. prezydent Komorowski stwierdził, że UE popełniła błąd odchodząc od przemysłu na rzecz gospodarki opartej na usługach[25]. Tym samym przyznał, że Unia, wbrew propagandzie[26], steruje swoją gospodarką – za pomocą dyrektyw i dotacji finansowanych z zebranych podatków. Jednych promując, a drugim utrudniając prowadzenie działalności. W związku z tym ceny energii w UE są 4 razy wyższe niż w USA[27]. I wszyscy wiedzą, że nie chodzi tu o dbanie o środowisko[28][29]. A na pewno nie w przypadku zmuszania obywateli do finansowania lobby tzw. „zielonej energii”[30][31] i kupowania droższych „eko” rtęciowych żarówek[32], co i tak jest tylko wierzchołkiem góry lodowej[33]. Tymczasem rosnące ceny zmuszają inwestorów do przenoszenia produkcji poza Unię[34].

Generowany tak wzrost bezrobocia UE chce powstrzymać odgórnym planowaniem – inicjatywą gwarantującą zatrudnienie wszystkim młodym ludziom poniżej 25 roku życia[35], a także dążąc do wprowadzenia Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego[36]… Brzmi znajomo? Jak działa „wolny rynek” w Unii widać też na przykładzie ustalania limitów na produkcję np. mleka, cukru, wina. Tymczasem komisarze za pieniądze podatników mieli powód, żeby debatować, dlaczego cena mleka ciągle rosła[37] (po zniesieniu kwotowania w 2015r., mleko zaczęło magicznie tanieć[38])

8. Polityka pompowania pieniędzy w rynek przez państwa również przyczyniła się do kryzysu na rynku nieruchomości. Np. w USA rząd federalny wspiera wielkie instytucje oraz programy pożyczkowe udzielające gwarancji kredytowych. Aby „zapewnić Amerykanom tani kredyt i realizując rządową strategię obniżania barier w dostępie do mieszkań i domów.” W ramach Government Sponsored Enterprise (GSE), czyli przedsiębiorstw sponsorowanych przez rząd, firma Fannie Mae (jak i Freddie Mac, Ginnie Mae) jest jedną z głównych instytucji dostarczających w ten sposób funduszy na kredyty hipoteczne w USA pośrednio finansując ok. 20% z nich[39].
Niskie stopy procentowe i programy rządowe miały zachęcić banki do pożyczania pieniędzy klientom, których faktycznie nie było stać na spłatę kredytów[40]. Efekt – ceny na rynku nieruchomości sztucznie rosły doprowadzając do kryzysu, a w sprawie państwowych programów zostało wszczęte śledztwo[41].

W Polsce podobny problem generuje państwowy program „Mieszkania dla młodych”, który nie dość, że jest zrobiony pod lobby deweloperów[42], to jeszcze zaburza rynek nieruchomości – powodując wzrost cen[43]. I m.in. w ten sposób rządy wpływają na ceny mieszkań[44].

Także kryzys wzrostu cen żywności z 2008r. był efektem dopłat UE i USA do „bio paliwa”. Zachęcono rolników do inwestowania głównie w rzepak przeznaczony do mieszania z paliwem. W konsekwencji zmniejszył się areał upraw roślin przeznaczonych do spożycia, a rynek zareagował wzrostem cen żywności na całym świecie[45]. Oczywiście odbiło się to na najbiedniejszych.

9. Kolejne rządowe rozwiązania w postaci interwencjonizmu w rynek, to wielomiliardowe bailouty banków (które rozpasły się dzięki państwowej ochronie) z pieniędzy podatników. Finansową odpowiedzialnością obarczono także osoby posiadające konta bankowe[46]. Czyli rządy i ponadnarodowe instytucje po raz kolejny zrobiły komuś przysługę. Z jednej strony dając gwarancję na dotacje ze strony państwa i zmuszanych podatników, a z drugiej – zwiększając wydatki i zadłużenie krajów.

10. Natomiast w warunkach wolnego rynku źle zarządzane firmy powinny bankrutować, a nie otrzymywać „subwencje” ze strony państwa. Również kiedy zaszkodzą obywatelom powinny liczyć się z siłą pozwów zbiorowych[47].
Tymczasem prezydent Obama podpisuje ustawę ingerującą w rynek, która zapewnia nietykalność firmom typu Monsanto za możliwe przyszłe skutki uboczne stosowania upraw GMO[48].

11. Także monopol banków centralnych i „system rezerw częściowych” w bankowości na obecnych warunkach, został zalegalizowany przez państwa i ich ustawy, a nie przez „wolny rynek”[49][50]. Oczywiście z korzyścią dla rządzących tak funkcjonujący system generuje inflację i spadek siły nabywczej oszczędności obywateli, co nazwano podatkiem inflacyjnym[51].

12. Dlatego nowy – stary minister finansów Mateusz Szczurek z rozbrajającą szczerością stwierdził, że z rządowego punktu widzenia „inflacja w Polsce jest za niska”. Przyznał również, że „ma świadomość istnienia wielu przepisów, które z zewnątrz wyglądają na głupie i niepotrzebne”, ale „odkręcenie jednej śrubki spowoduje odnajdywanie coraz to nowych szczelin w całym systemie”. Jasno dał do zrozumienia, że kosztownego „państwa nic nie zastąpi” i dla zasady ono musi kontrolować oraz opodatkować każdy aspekt życia obywateli[52]. Aby rządy i korzystający na tym pośrednicy, ciągle mogli stać na straży „redystrybucyjnej” funkcji państwa na gigantyczną skalę.

13. Interwencjonizm rządów w Polsce i skala opodatkowania[53] wraz z ilością zmarnowanych pieniędzy przekładają się na życie najbiedniejszych warstw społecznych. Nie bez powodu koszty życia[54] i utrzymania państwa stają się coraz wyższe. Za wszelkiego rodzaju podatki, dotacje czy regulacje rynku płaci na końcu konsument w cenie produktu lub usługi. Nawet jeżeli państwo będzie wmawiać, że coś jest „darmowe”.

Tymczasem cena za wprowadzenie ustawy pod czyjeś dyktando nie jest już żadną tajemnicą[55]. W takim klimacie świetnie odnajdują się lobbyści i największe firmy, które dzięki temu za pomocą „subwencji”[56][57] albo korupcji zapewniają sobie monopol (W Polsce znamiona korupcji nosi nawet 23 proc. publicznych procedur przetargowych[58]). Dlatego to właśnie m.in. największym firmom zależy, aby rynki były poddane państwowym regulacjom i licznym „redystrybucyjnym” inwestycjom z pieniędzy podatników[59][60]. Ponieważ w innym przypadku musiałyby konkurować na zasadach wolnorynkowych i polegać na dobrowolnej decyzji klientów.

Dla małych i średnich firm wejście z jakąś usługą czy produktem staje się coraz bardziej kosztowne (oczywiście niełatwo jest skorzystać z przywilejów SSE), a rząd perfidnie przerzuca winę nie tam gdzie trzeba; np. na umowy o dzieło. Oskładkowanie ich przedłuży istnienie przymusu państwowego ZUSu może o kilka lat[61]. Jednak większość młodych ludzi i tak wie, że w przyszłości nie zobaczy ani jednej złotówki, która została zagarnięta do tego celu[62]. Wszystko jest na dobrej drodze – dyktat firm zarabiających np. na zleceniach i powiązaniach rządowych może się umacniać, a rzesza bezrobotnych gotowych zrobić wszystko za pracę rośnie.

Wolny rynek?

„Utopić się w oceanie długów”, czyli skala państwowych dotacji i subwencji:

Jak działa państwowy interwencjonizm:

Broszura Socjalidarność:

    Źródła wyliczeń i informacji zaprezentowanych w broszurze do wystawy „Socjalidarność: Dyrektywy, zakazy, nakazy, podatki i regulacje”:



koszty pracy

zestawienie_podatkow

– Polska
[1] [2] [3], – Wielka Brytania [4] [5] [6] [7] [8],
– Niemcy
[9] [10] [11] [12], – Francja [13].


    Kapitalizm – system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji, wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i usługami oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami [14].

    Korporacjonizm / faszyzm – polityka ekonomiczna państwa nastawiona głównie na duże zakłady produkcyjne, skutkująca zupełnym upadkiem małej i średniej przedsiębiorczości – głównej siły napędowej gospodarki rynkowej [15].

    Socjalizm – doktryna gospodarcza postulująca upowszechnienie świadczeń socjalnych i poddanie gospodarki kontroli społecznej (poprzez instytucje państwowe, samorządowe, korporacyjne lub spółdzielcze). Częścią wspólną wszystkich odmian socjalizmu jest odrzucenie idei kapitalizmu (częściowe lub całkowite) oraz promowanie idei sprawiedliwości społecznej [16].

„Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” [17].
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej
Rozdział I, Art. 2.



    “Gospodarka poddana wzmożonej kontroli poprzez instytucje państwowe” w liczbach:

    Specjalna strefa ekonomiczna (SSE) – obszar kraju, w którym działalność gospodarcza prowadzona jest na preferencyjnych warunkach. Firmie, która spełni wysokie wymagania finansowe, państwo gwarantuje zwolnienia z płacenia podatku CIT lub PIT [18] [19]. SSE istnieją m.in. na Białorusi, w Chinach, Korei Północnej i w Polsce.

    Natomiast mocno opodatkowane małe i średnie przedsiębiorstwa wytwarzają 67% PKB tworząc miejsca pracy dla ok. 70% wszystkich zatrudnionych [20] (ok. 14mln [21]). Wg danych statystycznych GUSu z 2013r., w kurczącym się sektorze prywatnym [22] [23] na umowę o pracę zatrudnionych było 5,5mln osób [24].

    Utrzymywany z podatków sektor państwowy w 2012r. zatrudniał w sumie 3,5mln osób, z czego aż 600tys. w administracji publicznej [25].

    18,7mld zł – finansowa skala nieprawidłowości wykryta przez NIK w instytucjach państwowych w 2012r. [26].

    22600zł – tyle średnio w ciągu roku musi oddać państwu czteroosobowa rodzina w ramach podatku PIT, akcyzy, VAT, ZUS i NFZ [27].

Polska zajmuje 59 miejsce w Raporcie Wolności Gospodarczej Świata [28].

W styczniu 2014r. bezrobocie wyniosło 14% (2,2mln obywateli) [29].

Wg nieoficjalnych danych z kraju mogło wyjechać już ponad 2,5mln ludzi [30] [31].

Wolny Rynek w USA? Mit1:

[więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej] [więcej]


Interwencjonizm państwowy, który zawsze źle się kończy:


15w08 To była kwestia czasu:


    Działalność 15w08 jest kolejnym dowodem na to, że poglądy i sposoby ich wyrażania na naszym podwórku ulegają ciągłej radykalizacji. Czy powinno dziwić, że dzieje się to w państwie, w którym władze jak za starych dobrych czasów starają się regulować każdy aspekt życia przeciętnego obywatela, a w zamian zamiatają pod dywan istotne sprawy? Np. związane z monopolem wielkiego rządowo-korporacyjnego biznesu, który za pomocą ustaw czy regulacji po cichu jest wspierany? Czy powinno dziwić, że w końcu ktoś postanowił w tak radykalny sposób wypowiedzieć się w kwestii wszędobylskiej papki propagandowej? Ludzie, którzy mają jeszcze siłę, aby prowadzić otwarty dialog, przekonują i proponują jakieś rozwiązania, chociażby w kwestii „wizualnego śmietnika” [Link] [Link] są po prostu olewani przez kolejne rządy. To samo dotyczy obywatelskich projektów ustaw [Link].

    Wygląda na to, że w przypadku 15w08 nie chodzi już specjalnie o uzyskanie jakiegoś poparcia czy o samą chęć zwrócenia uwagi na problem, ponieważ uwaga zwracana jest od lat przez innych. Rażąca obojętność władzy, jej brak wywiązywania się z obowiązków, które sama chciała przejąć, skutkuje tym, że ktoś w końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

    Najciekawsza jest reakcja mediów, które teraz zastanawiają się „czy 15w08 walczy w ten sposób z kapitalizmem?” [Link]. Tymczasem to z czym mamy do czynienia to tylko marne elementy kapitalizmu [Link]. Jest to system, w którym rozrośnięte państwo, jako dobry wujek, kontroluje i łupi podatkami obywateli, tworząc przeciwko nim tysiące regulacji i przepisów. Taki stan niebezpiecznie zbliża się ku centralnemu planowaniu, gdzie pod przykrywką permanentnej opieki i bezpieczeństwa, odbiera się ludziom ich prawa albo tworzy ingerujące w rynek i życie obywateli ustawy w imię czyjegoś interesu.

    Także wbrew temu, co próbują nam wmówić główne Gazety – propagowanie liberalizmu kulturowego to stanowczo za mało, żeby mógł zaistnieć liberalizm gospodarczy, na który będzie można ponarzekać.

    Przy okazji – rozpowszechnienie informacji prezentujących dokonania 15w08 zbiegło się w czasie z akcją „Nie wstydź się zerwać!” zorganizowaną przez stowarzyszenie Miasto Moje A w Nim [Link] [Link]. Jak to bywa inicjatywę przejęli obywatele – bez pomocy państwa, czyli tak jak to powinno normalnie wyglądać.

Strona główna